Chile Wyspa Wielkanocna

Wyspa Wielkanocna: pierwszy spacer.

Sobota, 14 maja, godz. 5:00. Tuż po przebudzeniu otwieram drzwi swego maleńkiego domku. Okolicę wciąż spowija ciemność, wiatr ustał. W pobliżu nie widzę żadnych świateł. Opieram się o framugę, zamykam oczy, biorę głęboki oddech. Pachnie deszczem. Cisza.


Przeczytaj: Wyspa Wielkanocna: lądowanie.


Przez werandę osłoniętą wielkimi liśćmi bananowca, moich uszu dobiega szept Janelle:

DSC00759– Morning Alexandra! Jeśli potrzebujesz zatyczek do uszu, mamy ich pod dostatkiem! – proponuje Kanadyjka.

– Źle spaliście? – pytam zaskoczona, bo sama po dniu pełnym wrażeń zasnęłam przed 20:00.

– Nie słyszałaś? Przez całą noc piały koguty i szczekały psy! Okropność! – odpowiada kobieta, na co wybucham śmiechem. Wychowałam się na wsi, więc znajome dźwięki błyskawicznie utuliły mnie do snu.

Podchodzę do aneksu kuchennego, gdzie gospodarz codziennie miał zostawiać śniadania. Czego się spodziewać? Co właściwie jada się o poranku na jednej z najbardziej odizolowanych od lądu wysp świata?

Otwieram lodówkę, a tam czekają na mnie… jajka! Wyspa Wielkanocna, zaiste.

Od początku wszystko wydaje się całkiem zwyczajne: jajka na twardo smakują jak w domu, przegryzam zwykłą kanapkę z szynką, a herbata parzy się w woreczku. W ogrodzie ćwierkają najzwyklejsze wróble. Patrzę na ruchomą taflę wody, na pozór nic nadzwyczajnego. Wzrok wędruje na lewo i… zaraz, zaraz. Coś wymyka się ze strefy tego, co znane. Tuż przy brzegu zarysowuje się człekopodobna postać. Czy to… Ale, że… Ale naprawdę? Naprawdę moai jest tak blisko?

Naprawdę tutaj jestem, na tej maleńkiej kropce po środku Pacyfiku.

Przed domem zaczynają cykać świerszcze. Tego ranka, w fotelu na werandzie z widokiem na ocean, wątpliwej jakości kawa z saszetki smakuje wyśmienicie.

DSC00546

Zatrzymałam się w miejscu znalezionym przypadkiem na Instagramie. Po wielu dniach czytania kiepskich recenzji drogich noclegów, intuicja podpowiedziała mi, że nie będę żałować. Szwajcar Peter, gospodarz Hare Swiss (hare – dom) i zarazem licencjonowany przewodnik po Wyspie, rysuje na mapce ścieżkę prowadzącą do posągów Ahu Akivi (ahu – platforma). Mówi, że spacer zajmie niecałe dwie godziny. Jest zimno. Idę.

Przechwytywanie

Idąc drogą pełną dziur i kałuż, mijam parterowe domki i hoteliki. Mężczyzna o siwych dredach upiętych w kok reperuje samochód terenowy.

Chłopak na skuterze przegania stado dzikich koni z ogródka otoczonego płotem z wulkanicznych skał.

DSC00554

Przede mną wyłania się platforma Akapu. Podekscytowana przystaję na moment, by uważnie się przypatrzeć, starając się zapamiętać ten obrazek na zawsze. Głęboki oddech…

DSC00551

Plusem samotnych wyjazdów do wyludnionych miejsc jest możliwość mówienia do siebie, wyrażania myśli na głos, bez obawy o to, że ktoś coś usłyszy. Na Wyspie Wielkanocnej nie jest to takie oczywiste…

DSC00556

– No cześć! Miło cię poznać. Ciekawe czy zrozumiałbyś polski? – ucinam pogawędkę z pierwszym napotkanym moai i setką duchów, których ciała palone lub suszone były w liściach bananowca na tyłach platform z posągami.

– Nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy przyjeżdżają tu z całego świata i biorą ślub przed posągami – wzdycha przy kolacji żona gospodarza, rodowita Rapanujka – Nie wiem, dlaczego ktoś chce brać ślub na cmentarzu!

hhhhhk

Wokół mnie beztrosko przegryzają trawę dzikie konie. Oczyma wyobraźni staram się przenieść do XVIII wieku i wyobrazić sobie jak to było, gdy 5 kwietnia 1722r. w Niedzielę Wielkanocną zacumował w tym miejscu swój statek pierwszy odkrywca, Holender Jacob Roggeveen. Wyspę nazwał Wielkanocną, choć potomkowie dawnego rodu przywiązani są do nazwy Rapa Nui.

O tym, że odkrywcy dostarczyli wyspie więcej szkody niż pożytku, dowiem się kolejnego dnia zwiedzając teren z przewodnikiem.

hhhhhufcf

Podążając przed siebie, odnajduję wreszcie upragnioną przestrzeń i krystalicznie czyste powietrze. Natura – to dla niej przyleciałam.

Odpocząć od betonowej dżungli.

Pobyć ze sobą.

Wyciszyć się.

Wkroczyć w zupełnie nowy świat.

ool

Tysiące kropel lodowatej wody odbijającej się o skaliste wybrzeże osiada na moich policzkach. Trudno mi przyzwyczaić się do faktu, że dźwięk dochodzący zza pleców to nie zatłoczona ulica, a dudniące fale.

dryyyy

Po godzinie marszu robi się coraz cieplej. Zdejmuję kolejne warstwy ubrań i czuję jak słońce pali mi czoło, choć użyłam kremu z najwyższym filtrem.

Wokół mnie pustka. Czuję niepokój – zastanawiam się, co by się stało, gdybym skręciła kostkę (niewiele brakowało) albo gdyby ugryzł mnie jeden z biegających wolno psów. W trawie obok końskich bobków łudząco przypominających wulkaniczne skałki, zauważam szczątki zwierzęcia.

– No to już wiem, co mnie czeka – mówię do pełnego gracji konia idealnie wpasowującego się w otoczenie.

kun2

Co jakiś czas zatrzymuję się i rozglądam. Krajobraz obfituje w rozsypane na trawie skały. Dowiaduję się później, że często jest to zabieg celowy – od setek lat służy zatrzymywaniu wiatru, by zapobiec wyjaławianiu się gleby.

ggggg

Po dwóch godzinach spaceru na horyzoncie wciąż nie widzę żadnych posągów. Droga musi być właściwa – nie ma tutaj innej ścieżki. Siadam na kamieniu, by odetchnąć i wypijam ostatni łyk wody. Słońce doskwiera coraz bardziej. Wracać, czy iść dalej?

DSC00639

Na rozpaloną buzię spadają krople orzeźwiającego deszczu. Zastanawiam się, czy powinnam kontynuować wędrówkę, by nie spotkała mnie taka jak wczoraj ulewa. Odwracam się i w oddali dostrzegam tęczę. Odbieram to jako dobrą wróżbę, uśmiecham się szeroko i postanawiam sprawdzić, co kryje się za kolejnym wzgórzem.

DSC00629

Podnoszę się z miejsca, spoglądam na kamień, na którym siedziałam i okazuje się, że wyryte są na nim petroglify!

DSC00610

To jest właśnie magia podróżowania: gdy tylko oddalasz się od bezpiecznego kąta, cały świat zasypuje cię swym bogactwem i niespodziankami. Widzimy sceny, których nie mogliśmy sobie wyobrazić, obserwujemy życie, o którym nie opowie żadna edukacja, doświadczamy kultury, której nie jesteśmy w stanie zdefiniować…

DSC00625

Stopniowo kieruję się wgłąb lądu. Pagórki zmieniają kształty, a trawa kolory. Mijam kolejne stada koni, przyglądam się nieznanym roślinom. Krótki odcinek drogi prowadzi wzdłuż rzędu bajkowych kolczastych drzew.

– Jezu, jak tu pięknie! – powtarzam bez końca, a łaciaty źrebak przypatruje mi się z zaciekawieniem.

DSC00615 (1)

blllllll

Ahu Akivi

Po czterech godzinach pełnych zachwytów, widzę dwa małe budynki i samochód. Nie wierzę! Nareszcie! Ekscentryczna kobieta w futrze i zimowych butach sprzedaje mi upragnioną wodę i delektuję się każdym łykiem. Dopiero po dłuższej chwili podnoszę głowę i widzę przed sobą rząd tajemniczych posągów.

Stoję przed siedmioma moai analizując kolejno każdą z niewyraźnych, wyniszczonych erozją twarzy wykutych w skale pochodzenia wulkanicznego.

Na szyjach mają szaliki z zaprawy – to skutek renowacji, bo wszystkie posągi były powalone w czasie wojen domowych i tsunami. Dopiero w XX w. archeolodzy postarali się, by kilka platform znów wyglądało jak dawniej.

DSC00653

Ahu Akivi, to jedyna platforma z blisko dziewięciuset (!) rozsianych wzdłuż wybrzeża wyspy posągów moai, których postaci zwrócone są w stronę oceanu. Platforma ma 25 metrów długości, a badania wskazują, że posągi zostały wzniesione w XVII wieku.

Według przekazywanej ustnie legendy, mają one upamiętniać siedmiu zwiadowców wysłanych na wyspę przez najwyższego wodza Hotu Matu’a, który zasiedlił wyspę nazywając ją Te Pito o Te Henua („Pępek Świata”).

Istnieje wiele teorii na temat samej daty zasiedlenia wyspy. Niektóre źródła podają przedział 300-400 n.e., wielu badaczy wykorzystujących metodę radiowęglową pisze o latach 700-800 n.e., a z kolei inni naukowcy sugerują, że wyspa została zamieszkana nie wcześniej niż w 1200 r. n.e.

Brak tej stuprocentowej pewności dodaje temu miejscu jeszcze bardziej mistycznego wymiaru…

DSC00656

Na powrót wybieram inną drogę do Hanga Roa, tym razem asfaltową. Większość dróg pamięta jeszcze czasy sprzed setek lat, kiedy kamieniołom w kraterze Rano Raraku prężnie działał, a stamtąd transportowano po wyspie gotowe moai ważące niekiedy po kilkadziesiąt ton. Jak? To kolejna tajemnica…

Droga jest pusta. Raz na pół godziny mija mnie skuter lub samochód terenowy i kierowcy pytają czy mnie podrzucić. Odmawiam, bo resztkami sił chcę jeszcze nałykać się bajecznych krajobrazów przypominająch tapetę windowsa.

gty

DSC00676hh

ddddy

Roześmiany młody Rapanujczyk zatrzymał białego jeepa i pomachał ręką zza kierownicy zapraszając do środka. Łokieć wystawił za okno i z przyklejonym do śniadej kwadratowej buzi uśmiechem, nieporadnie starał się mówić po angielsku. Mimo, że mieszkańcy Rapa Nui są dość leniwi i nie chce im się chodzić do szkoły, chłopak wiedział, gdzie leży Polska! Pędząc jak szalony, podrzucił mnie do miasteczka.

– Be happy! – rzucił wesoło na do widzenia.

DSC00667

***

Siedząc na werandzie słyszę tylko świerszcze, których dźwięk już zawsze kojarzyć mi się będzie z pobytem tutaj. Rudo-biały kot o rysich uszach podchodzi, by go pogłaskać i miauczy nieustępliwie, by dać mu coś do jedzenia. Biorę łyk lokalnego piwa za niecałe 16 zł i delektuję się chwilą.

bla

Słońce maluje złotem wysokie trawy, powiewa ciepły wiatr, jest mi cholernie dobrze. Ogarnia mnie fala szczęścia połączona z uczuciem tęsknoty za wyspą, choć przecież wciąż tu jestem.

DSC00775

Jak brzmi Wyspa Wielkanocna, gdy zamykam oczy? Głośno dudni rozbijającymi się o wulkaniczny brzeg falami, a chłodne kropelki wody osiadają na buzi. Tupocze galopem stada dzikich koni. Brzęczą świerszcze, pieją koguty, szczekają psy.

Jak pachnie? Jak końska kupa, którą nietrudno pomylić z rozrzuconymi skałkami.

Jak smakuje to niezwykłe miejsce? Dość zwyczajnie. Jest świeży tuńczyk, ciepła empanada i kwaśne ceviche.

I w końcu: jak wygląda mistyczna Rapa Nui?

Jest cudownie. Cudownie pusto…

jkhyyy

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

POWIĄZANE WPISY