Dania Europa Wyspy Owcze

Viðareiði – najbardziej wysunięta na północ miejscowość Wysp Owczych.

Kolory! Znalazłam kolory! – westchnęłam radośnie na głos, stojąc zdumiona przed niewielkim budynkiem szkoły, przy którym wymalowane były pastelowe kółka. Wokół mnie nie było nikogo, a słońce powoli wyłaniało się zza chmur, malując dolinę dziesiątkami odcieni zieleni. – Będzie pięknie – pomyślałam.

Minąwszy kilka wąskich tuneli, imponujących mostów i intensywnie zielonych wzgórz z milionem spływających zeń strumyków, mały busik linii nr 500 wiozący jedynie mnie i parę szwedzkich turystów, zajechał w tajemniczą, zamgloną dolinę otoczoną morzem oraz łukiem wyostrzonych, płaskich szczytów, jakich nigdy wcześniej nie widziałam. Dotarliśmy do osady Viðareiði, której nazwę tłumaczy się jako Drewniany Przesmyk.

wyspy owcze

PRZECZYTAJ TEŻ: WYSPY OWCZE – INFORMACJE PRAKTYCZNE

wyspy owcze

Viðareiði (czyt. wijaraje) leży na wyspie Viðoy i liczy ok. 340 mieszkańców. Nad osadą górują szczyty Villingadalsfjall (841 m n.p.m.) i Malinsfjall (751 m n.p.m.). Na północnym wybrzeżu znajduje się Enniberg, najwyższy klif w Europie.

Dochodziło południe. Niebo zmieniało się z minuty na minutę. Opatulona w ciepłe, wodoodporne ubrania, przygotowałam się na wędrówkę w deszczu. Zachwycając się pastelowymi domami wyrastającymi z zielonych wzgórz niczym kwiatki, nie zauważyłam, że na horyzoncie nie ma już nikogo – towarzysze z autobusu zniknęli w którymś z budynków. Miałam czas do wieczornego kursu powrotnego na niespieszne odkrywanie osady. Przywitałam się z owcami pasącymi się na ogrodzonym pastwisku i przez chwilę wpatrywałam się w spokojne morze.

wyspy owcze

Zza mgły wynurzała się nieśmiało wyspa Fugloy, zwana Wyspą Ptaków. Zamieszkuje ją około 40 osób, a dostać się tam można jedynie helikopterem.

Minęłam zabudowania, a przede mną ukazały się rozległe pastwiska, nad którymi wznosiła się charakterystyczna stożkowa góra Malinsfjall.

wyspy owcze

Słońce nadawało soczyście zielonej trawie jeszcze bardziej intensywnego koloru. Na łąkach kwitły jaskry i fioletowe chabry, a gdy zamknęłam oczy, dobiegał mnie kojący szum strumyka.

Wsłuchałam się w naturę i poddałam się jej zupełnie. Nareszcie mogłam przewietrzyć myśli. Parafrazując cytat Amita Ray, najlepszym sposobem na oczyszczenie umysłu jest podziwianie piękna otaczającego świata.

Skierowałam się w stronę kościoła pamiętając jego bryłę z internetowych zdjęć lokalnych fotografów, nie dowierzając, że to się dzieje naprawdę. Bałam się, że nie uda mi się tu dotrzeć ze względu rzadko kursujące autobusy, ale udało się!

Pierwszy kościół w Viðareiði został zniszczony w XVII przez ogromny sztorm, a obecna świątynia wybudowana została w 1892r.

Na prawo od kościoła znajdowała ścieżka prowadząca w dół na rozległy skalisty cypel. Schodziłam ostrożnie wzdłuż strumyka usianego kaczeńcami. Starałam się otrzymać pion mimo porywistego wiatru.

Kaczeńce (far. sólja) są narodowymi kwiatami Wysp Owczych.

Trafiłam też na popularny na archipelagu kwiat, kukułkę fuchsa.

Wiatr stopniowo przeganiał chmury, więc góra Villingadalsfjall prezentowała się dumnie. Na jej zboczach, niczym kolorowe konfetti rozsiane były chatki mieszkańców.

Przez całą drogę towarzyszył mi charakterystyczny pisk ostrygojadów, narodowych ptaków archipelagu (far. tjaldur).

Spoglądając przed siebie, widziałam przepiękny kształt formacji skalnych wieńczących przeciwległą wyspę Borðoy z maleńką, opuszczoną osadą Múli.

Múli w tłumaczeniu na język polski znaczy pysk. Nazwa wioski pochodzi od kształtu otaczających ją skał, które przypominają psi pysk.

Najstarsze informacje o Múli sięgają XIV wieku. Dwa z tradycyjnych farerskich domów osady zostały przeniesione do Narodowego Muzeum Danii w Kopenhadze. Na trudnych do wspinaczki wzniesieniach wokół wioski, spotkać można rzadki gatunek wierzby arktycznej występującej w polarnych i subpolarnych rejonach świata.

Pięłam się w górę coraz wyżej i wyżej mijając niewielkie gospodarstwa. Dostrzegłam kilku mieszkańców pielących ogródki i wykonujących prace ogrodowe. Zatrzymywałam się co kilka chwil, by rozpieszczać oczy widokiem doliny. Statyw pozwolił mi wykonać kilka fotograficznych pamiątek, choć bieganie po śliskiej trawie za samowyzwalaczem musiało wyglądać komicznie.

Widząc mnie na drodze, konie zamarły w bezruchu, udając, że ich nie ma.

Wreszcie dotarłam do furtki będącej początkiem szlaku na szczyt Villingadalsfjall. Szlak oznaczony jest niebieskimi kijkami (wskazówki).

Obróciwszy się, by zamknąć za sobą bramkę, zobaczyłam wpatrujące się we mnie ślipia lokalnego stróża…

Minęło 2,5 godziny od kiedy zaczęłam wspinać się pod górę. Bałam się, że ze względu na brak kondycji, nie uda mi się zrobić nawet 1/3 szlaku, ale jakaś nienazwana siła pchała mnie w górę i dodawała energii.

Wkrótce postanowiłam przysiąść i rozgrzać się herbatą. Przecież z nikim się nie ścigałam, by zdobyć szczyt. Szczytem tamtego dnia było dla mnie spełnienie kolejnego podróżniczego marzenia!

Gorąca herbata w kubku autorstwa Make My Wonderland smakowała wybornie. To mój kubek-podróżnik.

vidareidi wyspy owcze

vidareidi wyspy owcze

Z tego miejsca z lepszej perspektywy zobaczyć mogłam pobliską farmę łososia. W jednym zacumowanym okręgu mieści się 200 ton (!) łososia.

vidareidi wyspy owcze

W drodze powrotnej do Tórshavn wykorzystałam godzinę przerwy w Klaksvík na kolejny spacer po drugim co do wielkości mieście Wysp Owczych. Od miłego i rozmownego kierowcy dowiedziałam się, że mieszka tam Polka, która ma swój salon fryzjerski.

vidareidi wyspy owcze

Widok na przystań i górę przypominającą warstwy tortu również miałam na swojej liście wymarzonych miejsc do odwiedzenia. Góra jest właściwie krańcem przeciwległej wyspy Kunoy.

klaksvik wyspy owcze

vidareidi wyspy owcze

Nagle pogoda uległa drastycznej zmianie i zaczęło mocno padać. Niespełna dwie godziny później znalazłam się przy wejściu do mojego airbnb, gdzie wypatrywały mnie urocze psiaki właścicieli. Mimo, że należały do pieszczochów, otoczenie dodawało atmosfery jak z horroru.

Jestem wdzięczna za to, że Wyspy Owcze powitały mnie słońcem, dzięki czemu mogłam zobaczyć ich najpiękniejsze oblicze. Mam nadzieję, że udało mi się pokazać je Wam w sposób zachęcający do odwiedzin!

Ciąg dalszy wkrótce.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

POWIĄZANE WPISY