Nepal Twórcze rozkminki

Zalety i wady pracy w centrum rezerwacji linii lotniczych.

Port Lotniczy Tribhuvan, Katmandu, 23 września 2013r. Trwa właśnie odprawa na mój powrotny lot do Istambułu. Rozglądam się po ponurym wnętrzu lotniska zbudowanym z czerwonych cegieł, gdzie spod ściany uśmiecha się do mnie mnie złoty posąg Buddy. W kolejce przede mną kobieta w średnim wieku odziana w białą, lnianą koszulę dyskutuje z długowłosą, ciemnoskórą dziewczyną obsługują stanowisko check-in. Kobieta w średnim wieku to Niemka, która również pracuje u niemieckiego przewoźnika. Często lata tu medytować. Okazuje się, że system rezerwacji nie może odczytać naszych biletów pracowniczych i nie wiadomo, czy w ogóle polecimy.

O wrażeniach z pobytu w Nepalu możesz przeczytać tutaj.

Próby rozwiązania problemu trwają ponad pół godziny, odprawa pasażerska dawno zakończyła się, a do odlotu zostało 15 minut. Bilet Niemki otwiera się, mojego system wciąż nie widzi. Niecierpliwie przestępuję z nogi na nogę i zaczynam snuć wizje nocowania na ulicy pośród krów, bezpańskich psów, trąbiących motocykli i kurzu – moi gospodarze z couchsurfingu tego samego ranka wyjechali z miasta. Kolejny rejs na trasie Katmandu-Istambuł odbędzie się za tydzień. Co robić, co robić?

– A teraz biegniemy! – krzyczy niespodziewanie dziewczyna z obsługi chwytając w lewą dłoń krótkofalówkę, a w prawą – moją dłoń. Biegniemy zatem przez budynek lotniska wymijając slalomem flegmatycznych pasażerów. Po kilku minutach docieramy do długiej kolejki zwieńczonej budką z celnikiem sprawdzającym wizy:
– VIP! VIP! – dziewczyna powtarza głośno do mężczyzny, a ja biegnę dalej.

Przemykamy przez przeszklone pomieszczenie wypełnione brodatymi mężczyznami o poważnych wyrazach twarzy – wszyscy odziani w białe szaty i nakrycia głowy. Jestem przekonana, że musiałam zasnąć w poczekalni i to tylko sen albo umarłam i znajduję się w jakimś dziwnym Niebie. Potem dociera do mnie, że to tylko grupa pasażerów oczekujących na lot do Emiratów Arabskich.

Z daleka widzę taśmę zapowiadającą kontrolę bagażu i liczę w myślach ile paczek tych ohydnych papierosów Pilot upchałam do plecaka. Za dużo, stanowczo za dużo. Zaraz obok ustawia się kolejka po ostatnią pieczątkę w paszporcie. Moja towarzyszka wyrywa strażniczce pieczątkę odciągając mnie od taśmy bagażowej:
– Wbijaj, Aleksandra, wbijaj sobie pieczątkę! – nakazuje. Posłusznie wciskam pojemnik z tuszem w jedną z kartek paszportu nie wierząc w to, co się dzieje. Zdążyłam.

 


ZALETY


 

90% ZNIŻKI NA LOTY U WIĘKSZOŚCI PRZEWOŹNIKÓW

Przeczytawszy ten punkt w ofercie pracy, bez wahania aplikowałam na stanowisko agenta rezerwacji, choć wiązało się to z przeprowadzką do Czech.

Mój tekst o zaletach mieszkania w Czechach przeczytasz tutaj.

Pracownicy największego niemieckiego przewoźnika płacą za bilet tylko 10% od ceny biletu w najwyższej taryfie ekonomicznej (Y) na połączenia wszystkimi liniami lotniczymi na świecie (z drobnymi wyjątkami). Każdego kiepskiego dnia w pracy otwierałam atlas świata i z zamkniętymi oczami wybierałam punkt, w którym mogłam znaleźć się za tydzień. Bilet do Nowej Zelandii kosztował mnie tyle, co nowe buty. Ściska mnie dołku, jak teraz o tym myślę, ale cieszę się, że nalatałam się wtedy po wsze czasy.

REZERWACJA SPECJALNEGO BILETU

Na pokładzie można znaleźć się tylko wtedy, gdy jest wolne miejsce. Kupując bilet przez specjalny system rezerwacji (dla tzw. standby) można sprawdzić przewidywaną liczbę pasażerów na ilość miejsc i overbooking (nadsprzedaż), ale zawsze istnieje ryzyko, że się nie poleci. Wracając z Nepalu miałam farta i mogłam się przespać na czterech wolnych miejscach, ale miesiąc później lecąc z Sydney o mały włos nie załapałabym się na lot i spóźniła do pracy. Życie na krawędzi!

ŁUT SZCZĘŚCIA NA LOTNISKU

W przypadku lotów międzykontynentalnych najczęściej dzieje się tak, że pracownik linii lotniczej pojawia się na lotnisku, a obsługa przy stanowisku odprawy prosi o oczekiwanie do ostatniej chwiliaż będzie stuprocentowa pewność, że znajdzie się miejsce. Nie ma możliwości rezerwacji siedzenia przy oknie, czy przy przejściu – po prostu dostaje się to, co zostało. Miałam okazję spędzić długi lot obok bassinet, kołyski z płaczącym niemowlakiem. Koleżanka zaś siedziała przez cały czas trwania lotu do Ameryki Południowej na jump seat, czyli składanym, niewygodnym krzesełku, na którym siadają stewardessy podczas startu i lądowania.

PIERWSZEŃSTWO WEJŚCIA NA POKŁAD

W razie pojawienia się na lotnisku sporej ilości pasażerów standby czekających na swoje miejsce w tym samym samolocie, pierwszeństwo wejścia na pokład samolotu konkretnej linii mają jej pracownicy, następnie pracownicy linii należącej do danego sojuszu linii lotniczych, a najmniejsza szansa na otrzymanie miejscówki przysługuje na przelot u przewoźnika konkurencyjnego.

A CO, JEŚLI SIĘ NIE UDA?

Jeśli nie ma szans na wykorzystanie biletu, można go zwrócić lub przenocować na lotnisku z nadzieją na otrzymanie miejscówki kolejnego dnia, co często zdarzało się znajomym. Standardową praktyką jest też kupowanie po kilka biletów do różnych destynacji na świecie bez uprzedniej rezerwacji noclegów. W razie odmowy wejścia na pokład na upatrzony lot, leci się po prostu do innego kraju (koleżanka miała w planach Filipiny, a wylądowała w Kanadzie). Hej, przygodo!

ZGRANY ZESPÓŁ, MULTI-KULTI

Pewnie nie zawsze ma się to szczęście. W naszym dwunastoosobowym zespole składającym się z Polaków i Zaolzian posługujących się osobliwą gwarą, były osoby, których bardzo mi brakuje. Często wychodziliśmy na piwo i chętnie spędzaliśmy wspólnie czas. Na piętrze w otwartej przestrzeni zaprojektowanej na wzór lotniska i wnętrza samolotu, znajdowały się tzw. rynki obsługujące inne kraje: Bułgaria, Czechy, Macedonia, Niemcy, Serbia, Rosja, Rumunia. Czasami czułam się, jak na kolejnej wymianie studenckiej.

WIELOZADANIOWOŚĆ: WYROBIENIE NAWYKU ZWINNEJ PRACY

Dziś często w odpowiedzi na błyskawicznie zorganizowaną podróż służbową czytam: Ola! Jesteś petarda! Działam ekspresowo i w mig potrafię przejść z jednego zadania w drugie. Mimo, że multitasking kojarzony jest często negatywnie, mi bardzo pomógł.

ZNAJOMOŚĆ BRANŻY LOTNICZEJ I CIEKAWE SZKOLENIA

Mimo, że od zakończenia mojej kariery w korporacji minęło kilka lat, nikt nie zagnie mnie na kodach lotnisk IATA. Skróty praktykowane każdego dnia wraz z alfabetem lotniczym już chyba na zawsze zostaną w pamięci. Poza tym wchłonęłam słownictwo branżowe i mam za sobą wiele przydatnych do dziś szkoleń, m.in z wiedzy o produkcie, z zasad bagażowch stowarzyszonych przewoźników, szkolenie z produktów niebezpiecznych, szkolenie na wieży kontroli lotów oraz tzw. Crisis Training dający pogląd na ewentualność katastrofy i wskazówki, jak się zachować w stosunku do pasażerów.

Zdjęcie1592

Opcji zdobywania wiedzy i rozwoju w firmie było wiele. Najpierw byłam zwyczajnym agentem rezerwacji, a miesiąc po miesiącu zdobywałam inne skille, m.in. wsparcie biur podróży, pomoc techniczną strony internetowej oraz obsługę programu lojalnościowego dla firm. Istniała też możliwość awansu do działu ticketingu zajmującego się dokonywaniem skomplikowanych przebukowań, kalkulacją zwrotów oraz wsparciem lotnisk na całym świecie.

 


WADY


 

MASOWE OPÓŹNIENIA I ODWOŁANIA LOTÓW

Strajki pilotów, stewardess, obsługi naziemnej; awarie wieży kontrolnej, wybuchy wulkanów, konflikty polityczne, tsunami, trzęsienia ziemi, nagłe wypadki. Moim motto w takich okresach było powiedzenie Winstona Churchill’a: If you’re going through hell, keep going.

W normalnym dniu pracy, liczba odebranych telefonów dziennie to ok. 40 (wyłącznie rozmowy przychodzące). W przypadku zdarzeń, na które nie miałam wpływu, pasażerowie obwiniali właśnie mnie. Odbierałam wtedy po 130 roszczeniowych telefonów dziennie, jeden za drugim, przez prawie 8 godzin z wydzielonymi odgórnie przerwami na siku. Niecierpliwi, wkurzeni pasażerowie, do których należały gwiazdy polskich ścianek i polityki.

Zdjęcie2296

W czasie strajków zdarzało się, że firma fundowała nam pizzę. Dobrze, że w telefonie istniał zbawienny przycisk Mute wyciszający rozmowę, by sobie konkretnie zakląć. Zdarzały się wyjątki, które notowałam: 7.06.2012r. Awaria na wieży kontrolnej w Monachium, odwołano 600 lotów. Usłyszałam dziś: „Bardzo miło mi się z panią rozmawiało” oraz „Cieszę się, że na panią trafiłam.”

NIEUPRZEJMI PASAŻEROWIE

Patrz: punkt wyżej. Jeśli ktoś jest podatny na krytykę i bierze obelgi do siebie tak, jak ja, to nie jest praca dla niego. Standardowy typ paxa (pax – skrót od pasażer) psującego dzień, to zwykle ten mający wysoki status w programie lojalnościowym, który uważa, że wszystko wie najlepiej i żąda rzeczy niemożliwych. Tzw. kulturalny cham. Od tamtej pory bardzo szanuję wszelkich telemarketerów – rozłączam się w serdeczny sposób.

Zabawne fragmenty rozmów z pasażerami znajdziecie tutaj.

Przez długi czas miałam traumę i nienawidziłam rozmawiać przez telefon. W sumie do dziś nie lubię i jeśli mam możliwość wyboru, wolę napisać maila. ;-)

BRAK WPŁYWU NA SZTYWNE ZASADY PRZEWOŹNIKA

W sytuacji, gdy bilet wykupiony jest w najniższej taryfie ekonomicznej – wybieranej przez pasażerów najczęściej – nie przysługuje możliwość zwrotu biletu poza drobną sumą za podatki. Jedynym wyjątkiem jest udokumentowana śmierć pasażera lub najbliższego członka rodziny. Często jednak zdarzały się skomplikowane i przykre sytuacje, przez które pasażer nie mógł wykorzystać biletu, takie jak bardzo ciężkie choroby wykrywane u siebie lub dzieci i próba odzyskania poniesionych kosztów za bilet poprzez setki telefonów z płaczem i przesyłanie dokumentacji medycznej wraz z przykrymi zdjęciami osoby chorej.

Niestety, mimo próśb kierowanych do supervisora i wyższych instancji, nie udawało mi się uzyskać autoryzacji na zwrot biletu nawet w najcięższych przypadkach. W obecnej firmie, gdy rezerwuję loty biznesowe dla pracowników i występuje jakiś problem, niełatwo jest komuś wytłumaczyć, że na nic się zda kolejny telefon do linii z próbą zmiany – a co dopiero zwrotu – niezmiennego i bezzwrotnego biletu.

OPEN-SPACE (OTWARTA PRZESTRZEŃ BIUROWA)

Pierwszy miesiąc pracy pamiętam jako jeden wielki ból głowy – trzeba było opanować zwinne poruszanie się w skomplikowanym systemie rezerwacji oraz skupić się na rozmowie z wymagającym pasażerem, a wokół słychać było głośny gwar rozmów (w tym przekleństw). Niełatwo było zachować cierpliwość i nie popełniać błędów, za które dostaje się tzw. error – formę upomnienia widoczną w ocenie jakości pracy na koniec miesiąca, wpływającą na wysokość premii lub jej brak.



Powyższy tekst to subiektywne obserwacje z mojej kilkuletniej pracy na stanowisku agenta rezerwacji konkretnej linii lotniczej, której nazwy nie wymieniłam, bo post nie jest sponsorowany.

Jeśli jest wśród Was ktoś, kto również miał okazję pracować na podobnym stanowisku i ma odmienne odczucia lub miał styczność z zupełnie innymi zasadami, będzie mi bardzo miło, jeśli podzielicie się swoimi spostrzeżeniami!

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Related Post

About

Nazywam się Ola Kaliszan i obecnie stacjonuję we Wrocławiu. Staram się żyć pozytywnie i kreatywnie, zarażając tym innych. Co jakiś czas udaję się w samotną podróż, by wyciszyć się w nowej rzeczywistości. Blog Chasing Colors to koloroterapia: tęczowe miejsca i potrawy pojawiają się tu, by Was cieszyć i poprawiać nastrój – szczególnie w chwilach, gdy w sercu lub za oknem przeważają demotywujące szarości.

  • Odbieranie setek telefonów od pretensjonalnych klientów – och ile razy bym ich mordowała przez telefon ;) Uwielbiam wielozadaniowość i świadomość robienia wszystkiego naraz, tak mi się zwyczajnie lepiej pracuje. Fajnie jest poznać ten świat od zupełnie innej strony. Zazdroszczę tych biletów za grosze! Ale ustalone przerwy na siku, serio?!

    • Ooo, ktoś mnie rozumie :D
      Co do przerw, ze względu na dużą ilość osób w zespole i specyfikę call center, trzeba było ustalać przerwy, a grafik wyświetlał się na telebimie. Szczególnie przerwy obiadowe, bo panowałaby samowolka i nikt by nie odbierał. ;)

      • Częścią mojej pracy też jest call center (też wolę napisać maila), ale na siku można iść bez problemu także bardzo mnie to dziwi ;)

  • polegytravels

    Praca ewidentnie ciężka i męcząca. Nie zazdroszczę problemów z pasażerami ani awarii, ale te zniżki na loty! To najwięszka zaleta takiej pracy! :)

  • The Blond Travels

    To chyba nie byłaby dla mnie praca. Za dużo użerania się z ludźmi, ale z drugiej strony – te tanie bilety i podróże. No cóż, coś za coś ;)

  • Praca w open space, kiedy ludzie obok rozmawiają przez telefon a ty musisz ogarnąć własną rozmowę i skomplikowany system chyba byłaby ponad moje możliwości, chociaż na co dzień uważam się za osobę o w miarę podzielnej uwadze :) Chyba nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to aż tak ciężka praca. Do tego te z góry ustalone przerwy na siku! Mam nadzieję, że podróże wynagrodziły wszystkie niedogodności! Bilet do Nowej Zelandii w cenie butów? Marzenie :)

    • To prawda, open space nie było fajne, a w następnej pracy dostałam pokój dwuosobowy i doznałam sporego szoku z radości. :D Teraz już sobie nie wyobrażam inaczej. :-) Dobrego weekendu Ewa!

  • Praca w sumie jak w typowym call center. Tylko te bilety lotnicze w tak niskich cenach! Marzenie! Ilu znajomości języków wymagali żeby się dostać?:)

    • Polemizowałabym. :) Mając również doświadczenie w „typowym” call center, gdzie system był bardzo prosty i zautomatyzowany polegający na klikaniu w okienka na koncie klienta i ustawianie mu usług, nie mogę tego porównać do skomplikowanego systemu pełnego skrótów klawiszowych i symboli, których uczyłam się, uwaga, 3 miesiące.
      No i w typowym call center nie ma się tak dużej odpowiedzialności wobec klienta, nie ma ryzyka zepsucia komuś wakacji przez popełnienie błędu skutkującego brakiem biletu i możliwości powrotu do domu z końca świata. ;)

      • Pracowałam w centrali pewnej sieci komórkowej, rozwiązując przeróżne problemy klientów, zaczynając od absurdalnie wysokich kwot naliczonych na fakturze (powiedzieć komuś, że musi zapłacić te kilka tysięcy, bo włączył przesyłanie danych za granicą i używał kilka dni bezcenne:D), po problemy techniczne z telefonem. A gdy w jakimś rejonie przestawał działać internet, odbierało się po kilkadziesiąt połączeń od zdenerwowanych ludzi, bo klient płaci i wymaga, a to przecież moja wina, że nie działa. Decydowałam o rekompensatach, zniżkach, kwotach abonamentu. Może nie niszczyłam wakacji, ale jednym przypadkowym kliknięciem nie tam gdzie trzeba, mogłam wiele namieszać:) System też wcale nie był intuicyjny, a pracowaliśmy w trzech różnych programach. Wszystko oczywiście na open space, wiele szkoleń, możliwości awansu itp. jak w call center. Dlatego dla mnie to „typowe call center” :)

        ps. tam też przyuczenie trwało 3 msc;)

        • Ja też w sieci komórkowej. ;) Nie chcę się licytować kto miał gorzej, ale przechodząc z call center do centrum rezerwacji odczułam różnicę.

          • Nie chodzi o to kto gorzej:) wiem, że robota musiała być baaardzo ciężka i niejedna osoba nie dałaby rady.

  • Czekalam na ten wpis, bo bardzo lubie czytac/sluchac historii o pracy w lotnictwie. Moje niespelnione marzenie o byciu stewardessa, ale coz, wytatuowalam sobie nadgarstki w wieku 18 lat :p

    Doskonale rozumiem o czym mowisz w wadach, bo mialam podobne odczucia kiedy pracowalam dla Booking.com. Nawet najwiekszy placz i histeria nie byly w stanie pomoc, kiedy ktos kupil oferte bezzwrotna. I najczesciej wlasnie ludzie o wysokim statusie spolecznym byli najwiekszymi burakami. Za to trafila mi sie raz rezerwacja Magdy Gessler! Bardzo balam sie do niej dzwonic ale okazalo sie, ze byla niewiarygodnie mila! Telewizja klamie :)

    Profity mialas za to rzeczywiscie zajebiste, wierze, ze motywowaly one do pracy nawet podczas najgorszych dni i niekonczacych sie telefonow.

    A przygoda na lotnisku jak z ‚Kevin sam w domu’! :p

    • Cieszę się, że czekałaś i że było warto tyle pisać! :-)
      A widzisz, czyli Twoja praca była zbliżona w niektórych aspektach do mojej. Dobrze, że pani Gessler jednak okazała się miła, bo w TV jakoś jej nie znoszę.;) Ja z kolei miałam okazję rozmawiać m.in. z Tatianą Okupnik, która utknęła w USA i nie doleciała przez śnieżycę na czas na nagrania TzG. ;-) I też okazała się super babką. :-)

  • Wszystko ma swoje wady i zalety, ale z tego, co piszesz, to wydaje mi się, ze to bardzo ciekawa praca :)

  • Opcja tanich biletów praktycznie w każdy zakątek świata jest baaardzo kusząca :) Niesamowita przygoda i mega doświadczenie!

  • Bardzo ciekawa praca, ale wszystko ma swoje wady i zalety. Świetna opcja zniżek na bilety, ale chyba tego ciśnienia o zwrot biletów/kosztów bym nie zniosła. Jestem chyba za wrażliwa na krzywdę innych i płakałabym razem z nimi.
    Ściskam cieplutko! :)

  • Ta opowieść na wstępie to jak z jakiegoś nie najlepszego snu :D i nie wiadomo czy to już jawa czy to nadal sen :D ale przynajmniej masz teraz świetne wspomnienia, choć wtedy pewnie nie było się z czego cieszyć :D Praca brzmi bardzo ciekawie, zwłaszcza dla kogoś kto uwielbia podróżować i odkrywać coraz to nowe zakątki świata. Niestety wszystko ma swoje plusy i minusy już sami musimy ocenić czy jesteśmy w stanie zaakceptować te drugie. :)

    • Wciąż nie wierzę, że to się przydarzyło, było dość abstrakcyjnie, ale na szczęście udało się wrócić bezpiecznie. :-) Praca była super i przynajmniej dowiedziałam się dzięki niej, co zawodowo mi jest potrzebne. Jeśli ktoś lubi podróżować i potrafi się zdystansować, to naprawdę super szansa.
      Miłego dnia Milena! :-)

  • Uwielbiam takie opowieści dotyczące konkretnego zawodu wdziane oczami pracownik. To musiała być dla Ciebie wielka przygoda. No i te podróże! Wspaniała sprawa :) Na pewno też nie było łatwo. Kiedyś miałam epizod dorabiania sobie w call center na liniach przychodzących i również miałam później uraz do rozmów telefonicznych :D

    • Była to super przygoda. Podróże oczywiście wspominam najlepiej, ale na szczęście teraz loty stają się coraz tańsze, więc mam nadzieję jeszcze sobie polatać. :-) Co do rozmów, staram się przełamywać. :-)

  • Po lekturze tekstu nasunęły mi się dwie uwagi – zupełnie nie odnalazłabym się w takiej pracy i dwa – bardzo chętnie bym jej spróbowała :D Najbardziej przekonuje mnie oczywiście punkt główny – 90% zniżki na wszystkie loty. Nie żałujesz, że Twoja przygoda z lotniskiem dobiegła końca? Swoją drogą, to musiała być niezła przygoda, ale równocześnie – ogromny plac boju :)

    • Z Nepalu tylko wracałam z wyjazdu, a pracowałam w Czechach, gdzie mieściło się centrum obsługi klienta. :-) Przygoda z tą pracą i możliwościami, jakie dawała była super, ale trzeba iść naprzód i parę lat sprawiło, że miałam dosyć, chciałam polepszyć warunki. Myślę, że taka praca jest dobra na początek kariery po studiach, bo człowiek ma jeszcze sporo energii :D Polecam!

  • Masakara! Jak Ty dziewczyno to wytrzymałaś, choć od razu pomyślałam, że jednak ta myśl, że mam tak tanie bilety robi swoje. I w takich warunkach podróżowania (i pracy!) można nauczyć się cierpliwości i wytrwałości. Ja bym chyba na zawał zeszła nie wiedząc czy polecę. Współczuję, gratuluję i myślę, że to była świetna nauka, po której już chyba wszystko może być tylko przyjemniejsze.

    • Atmosfera w zespole była fajna, no i te bilety… ale po jakimś czasie niestety nie wytrzymałam. ;) Pracy było coraz więcej, więc pewnego dnia, bum, zaczęłam nowe życie. Hehe, ale to już wiesz. Doświadczenia owocują do dzisiaj. :)

  • Dla mnie dwie rzeczy wydają się przedsionkiem piekła: – praca w open space oraz praca na telefonie. 130 rozmów dziennie na pewno skończyłoby się moim zejściem śmiertelnym. I nie zmartwychwstałbym od tych zniżek na loty. Nie lubię rozmawiać przez telefon – najcięższym dla mnie zadaniem, gdy organizuję wyjazdy dla grupy znajomych, to zamówienie noclegu. Niestety, aby dostać dobry nocleg w agroturystyce w Polsce trzeba dzwonić, pisząc maile można się naciąć.
    Chyba wiem, jaki to przewoźnik, mam znajomych, którzy dla tych linii pracują.

    • Rozumiem doskonale, teraz też sporo muszę rozmawiać przez telefon i chętnie przekazuję to zadanie innym jeśli tylko mogę.. Dobrze wiedzieć, że masz kontakt z agroturystykami w Polsce, na pewno kiedyś wypytam co polecasz w danym miejscu. :-)

      • Dużo jeżdżę po agroturystykach, więc jeżeli zajdzie taka potrzeba to pytaj, mam nadzieję, że będę mógł Ci pomóc :-)

  • MathsFlights .

    Świetny wpis! Wyglada na to, ze jakis czas temu aplikowałem na chyba tą samą ofertę, niestety ostatecznie czegoś zabrakło i się nie udało. Ale po przeczytaniu tego wpisu wiem, że jeszcze pewnie spróbuje ;)

  • Rewelacja. Świetnie się czytało

  • Genialnie się czytało ten wpis :D Zostaję na dłużej, uwielbiam podróże, kocham latać (choć na razie okazji mało i raczej krótkie dystanse). Super <3

  • Mój przyjaciel pracuje na takim stanowisku i też lata jak opętany :D ale dzięki temu widujemy się kilka razy w miesiącu, ach ta Warszawa :D Bardzo fajna relacja Ola, mimo wszystko zazdroszczę ci takie niesamowitego bagażu doświadczeń i podróży :)

  • Pingback: Pasażerskie dialogi #7 • Chasing Colors()