Twórcze rozkminki

Refleksje z nieprzespanej nocy, czyli parę wniosków przed trzydziestką.

Trzecia rano, serce wali jak oszalałe bez powodu, a w głowie kotłują się wspomnienia z ostatnich dziesięciu lat. Staram się zasnąć, ale ktoś właśnie postanawia przejść ostentacyjnie w szpilkach przez cztery piętra klatki schodowej. Tysiąc myśli.

Podróżniczy prolog, czyli liceum w Andebølle

196829_10150420259705472_4048275_nTuż przed świętami mój duński nauczyciel wstawił na swój profil zdjęcie przedstawiające burzenie kompleksu budynków mojej dawnej szkoły – artystycznego liceum w Andebølle, w którym spędziłam 3 intensywne miesiące w ramach stypendium w 2005r.

Rezydowałam tam w gronie uzdolnionych muzycznie, plastycznie i aktorsko uczniów z całej Europy. Szkoła zlokalizowana była po środku pola w duńskiej wsi, co pozwoliło nam stworzyć zamkniętą społeczność, a zajęcia były niezwykle rozwijające i inspirujące.

15492292_10210388081394852_6409031480511725963_nStrasznie mnie to zasmuciło, bo w każdym z pomieszczeń (sala teatralna, studio nagraniowe, pracownia pisarska, rzeźbiarska, pokoje) pozostało wiele wspaniałych wspomnień i przeżyć, nie mówiąc już o moich malowidłach na ścianach tworzonych w ramach zajęć.

To był również wspaniały czas bycia ze sobą naprawdę, bez wpatrywania się w ekrany smartfonów. Z internetu mogliśmy korzystać na komputerach w wydzielonym pomieszczeniu. No i listy. Pisałam z przyjaciółmi listy.

198032_10150420259630472_6788870_nOd tamtego czasu minęło 11 lat, ale pozytywne konsekwencje pobytu odczuwam do dziś. Byłam wtedy bardzo zakompleksioną, zamkniętą w sobie nastolatką. Noszę w sobie poczucie żalu, że nie korzystałam w pełni z wszystkich dobrodziejstw, głównie społecznych, jakie dawało to miejsce. Obserwując z jaką swobodą podchodzili do życia moi rówieśnicy, starałam się otwierać na to co nowe, ale zdecydowanie nie był to jeszcze mój czas na wychodzenie ze strefy komfortu.

„Opuszczając własny kraj, przechodzimy pewną psychologiczną transformację, która pozwala dostrzec więcej możliwych rozwiązań i stymuluje kreatywność.” – prof. Adam Galinsky

196592_10150457404210472_938130_nNapisałam wtedy jednak sporo tekstów na warsztatach pisarskich, uczyłam się przełamywać lęk przed występami przed publicznością, przedstawiałam pantomimę na ulicach Barcelony w czasie wspólej tygodniowej wycieczki do Hiszpanii oraz zagrałam rolę życia wcielając się w rolę szekspirowskiej Julii. No i kąpałam się nago w morzu, w środku nocy, w Calella de Palafrugell, ale o tym innym razem.

Uważam, że wyjazd w tak młodym wieku był doskonałą szansą, by otworzyć się na świat i inne kultury. Prolog do sztuki Szekspira pamiętam do dziś, a pobyt w Andebølle traktuję jako taki symboliczny wstęp do dalszych wojaży i samorozwoju.

Nos w książkach, rok w Niemczech, a może doktorat?

Studia licencjackie z filologii angielskiej minęły nad wyraz spokojnie. Bardzo je lubiłam, dobrze się uczyłam i generalnie wciąż byłam bujającą w obłokach Olą, która w wieku dwudziestu lat nie miała papierosa w ustach i spędzała noce w słuchawkach, na Gadu Gadu. Umysł zaczął mi się rozjaśniać, gdy odkryłam fajny temat na pracę dyplomową o wpływie pierwszych dam Stanów Zjednoczonych na społeczeństwo i świat, a dwóch wspaniałych wykładowców (chyba każdy ma w życiu jakiegoś mentora) zaraziło mnie pasją do amerykańskiej historii i literatury. Konferencje, artykuły naukowe i plany zostania na uczelni…

Studia magisterskie dały możliwość wyjazdu na wymianę. Nikt nie chciał jechać do Essen, niemieckiego zagłębia przemysłowego, więc na przekór wszystkim właśnie to miasto obrałam za cel. Był to idealny wybór, bo miasto zlokalizowane było tak, że przy okazji udało mi się zwiedzić trochę Francji, Belgii, Holandii i samych Niemiec. To wtedy poczułam, że moja ścieżka powinna biec w nieco innym kierunku.

198576_212778868738891_100000203390699_994439_2943837_nMój jednoosobowy (!) pokój w akademiku dla obcokrajowców zawsze będzie mi się dobrze kojarzył, poza walką z pluskwami i operacją zalewania stelaża łóżka i przy okazji całego pokoju wrzątkiem. Trafiłam na kochane, dobre dusze, które pomogły mi się zaaklimatyzować w nowym miejscu.

Zakochałam się, nie raz. Zakochałam się w życiu.

Na kilku piętrach mieszkali znajomi z Włoch, Grecji, Węgier, Hiszpanii i Finlandii, a każdy wieczór spędzaliśmy wspólnie w kuchniach – gotując, pijąc, rollując tytoń i śmiejąc się do rozpuku. Staliśmy się rodziną.

„I’m Spanish, English, Finnish, Hungarian, Italian, Slovak, German, Croatian. I’m not one, but many. I’m like Europe, I’m all that. I’m a real mess.” – L’Auberge Espagnole

Zwiedzaliśmy razem – smak ciastek jedzonych na schodach Krzywej Wieży w Pizie o czwartej nad ranem nie ma sobie równych. Spełniałam marzenia – poryczałam się stojąc przed maleńkim obrazem Dziewczyny z Perłą w Hadze. Dziś w niemal każdym kraju Europy czeka na mnie wygodne łóżko i przyjaciele. Wtedy – w przeciwieństwie do szkoły w Danii – w końcu poczułam, że gdzieś przynależę.

Couchsurfing i podróżowanie w pojedynkę

Pod koniec erasmusa, gdy bardzo nie chciałam wracać do domu i pisać pracę magisterską, czułam niedosyt. Po tygodniu od powrotu spakowałam plecak, kupiłam przelot za €6 do Rygi bez biletu powrotnego i objechałam Kraje Bałtyckie.

dscf1608Kimanie po kątach u ludzi w różnych dziwnych miejscach, nie zważając na warunki higieniczne czy biegające lub pełzające po ścianach stworzenia jest niezwykle uodparniające!

– Po co tam jedziesz, przecież nie ma sensu uciekać! – westchnęła znajoma przed jednym z moich wyjazdów. Podróże dla niektórych faktycznie mogą być ucieczką: od sytuacji w domu, od nieudanych związków, od emocji, dorosłości, szarej rzeczywistości. Jestem zdania, że trzeba stawiać czoła problemom, bo i tak wracają niczym bumerang.

Nigdy przed niczym nie uciekałam. Po prostu zawsze byłam – i wciąż jestem – cholernie głodna świata, ludzi, poznawania, odkrywania. Uświadomiła mi to między innymi szkoła w Danii pokazując, że jest poza naszym krajem mnóstwo wspaniałych osób, które trzeba spotkać, pysznego jedzenia, którego warto próbować i miejsc, które należy zobaczyć.

Wolę wyjeżdżać sama, bo tak mi lepiej idzie: bez pomocników, po swojemu, podejmując wyzwania. Przeżywam głębiej skupiając się tylko na przeżywaniu. Taki pobyt ze sobą niesamowicie oczyszcza i pozwala na wszystko spojrzeć z dystansu.

Rodzice a podróżowanie

Mama ostatnio wspomniała proces sprawdzania moich wypracowań z języka polskiego w podstawówce. Czytała uważnie to, co na brudno, nanosiła poprawki, a ja i tak przepisywałam na czysto wszystko po swojemu. I tak jest do dziś: wysłucham, ale zrobię, jak mi się podoba.

lalalaPodziwiam ich cierpliwość. Puścili mnie w świat dość wcześnie, gdy nie było łatwo  porozumiewać się online.  Nie przelewało się u nas, ale dali radę. Kilka lat później wręczyłam im segregator z ważnymi informacjami na temat mojej pierwszego wyjazdu solo na północ, deklarując, że lecę i że zatrzymam się u jakichś obcych ludzi, których poznam dopiero, jak poznam. Lista adresów, pod którymi miałam mieszkać, numery telefonów do ambasad i swoje hasła, gdyby trzeba było zamykać sprawy. Wciąż tak robię. Wiem, że jestem dorosła, ale dziecko zawsze pozostaje dzieckiem. Słuchają o planach bez słowa kiwając głowami, a po powrotach wspólnie otwieramy wino z radości.

Emigracja, rzucanie komfortowej pracy, ważne decyzje

Po co zresztą od czegoś uciekać, skoro można coś zmienić. Łatwiej powiedzieć niż zrobić? Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych.

zdjecie1484Jeszcze cztery lata temu wiodłam, mogło się wydawać, życie marzeń na emigracji. Mieszkałam w wyluzowanych Czechach, miałam dobrze płatną pracę w liniach lotniczych z 90% zniżką na loty po całym świecie. Każdy dzień rozpoczynałam pogawędką z siedzącą obok koleżanką z Zaolzia mówiącą zabawną gwarą:

– Zaraz klepnie mi pepka! Leziesz mi na nerwy!

Otwierałyśmy atlas świata, zamykałyśmy oczy i wskazywałyśmy palcem na chybił-trafił punkt, do którego udamy się za tydzień. Byłam tak pochłonięta życiem tu i teraz, że nie przyszło mi nawet na myśl, by prowadzić bloga i na bieżąco relacjonować wyjazdy.

Mimo, że koledzy z zespołu uważali ją za łatwą, praca była dla mnie koszmarem. Każdy dzień kończył się bólem głowy i nabawiłam się nerwicy. Dobrze, że często organizowaliśmy wyjścia na piwo i nakládanego hermelína, bo pewnie bym zwariowała. Bardzo tęskniłam też za bliskimi, a dojazd do Kalisza z kilkoma przesiadkami zajmował mi 15 godzin – tyle, co przelot za ocean. Trzymał mnie tam tylko stały związek, ale przecież mógł trwać wszędzie.

Jak się chce, to można!

zdjecie1539Wypowiedzenie leżało na biurku czekając na odpowiedni moment. Pewnego dnia wróciłam z Nepalu prosto do biura z plecakiem wypełnionym zieloną herbatą i piaskiem z motocyklowej wyprawy. Wpadłam prosto w okropny wir przebukowań, bo trwał właśnie strajk pilotów. Idąc później ulicą w cygańskiej dzielnicy, z okna tuż przede mną wypadł telewizor, prawie na moją głowę.

Kumulacja stresu i negatywnych emocji sprawiła, że stało się. Ostatnie półtora miesiąca pracy spędziłam na urlopie w Japonii i Australii. Za całe oszczędności.

Moja decyzja, oprócz chwilowego podziwu, spotkała się głównie z negatywnym odbiorem. Panowało w zespole przekonanie, że nie mam dokąd wracać, bo w tej beznadziejnej Polsce nie ma możliwości pracy i że na pewno nie będę mogła podróżować. Odniosłam wrażenie, że poza naszym korpo nie dostrzegano nic innego. A ja tak bardzo chciałam iść dalej, rozwijać się!

Ogromnym wsparciem byli dla mnie rodzice, ale wiele bliskich osób i znajomych stukało się w skroń – przecież nie miałam do czego wracać, nie miałam nowej pracy, nie miałam pieniędzy. Mylili się, bo czekał na mnie ciepły dom z choinką, mój pokój. Miałam czas na nadrobienie towarzyskich zaległości i zastanowienie się, co chciałabym robić.

1897898_10154752073545472_8916696361153316264_nPresja sprawiła, że pod koniec pobytu w Sydney zaczęłam przeglądać oferty pracy i rozsyłać CV zastanawiając się, w jakim mieście chciałabym zamieszkać. Stwierdziłam, że musi być to miejsce, którego nie znam, bym mogła powoli je odkrywać i przecierać nowe szlaki. Za cel obrałam Wrocław.

Tego samego dnia napisała do mnie koleżanka, z którą nie miałam kontaktu od lat, z informacją, że w firmie, w której pracowała, otwierało się całkiem nowe stanowisko koordynatora podróży służbowych i była ciekawa, w jakim miejscu w życiu obecnie się znajdowałam. – Cóż – pomyślałam – miejsce, jak miejsce, chwilowo to wiktoriańska kuchnia znajomej, gdzie wcinam tosta z vegemite, ale w sumie…

Przesłałam więc CV, a po powrocie pomyślnie przeszłam rekrutację. W miniony poniedziałek stuknęła 3 rocznica odkąd organizuję wyjazdy biznesowe wrocławskim programistom.

Obecna przystań: Wrocław

Jestem spełniona zawodowo i wciąż się rozwijam. Dzięki znajomej z pracy odkryłam w sobie kolejną twórczą pasję, której się uczę: fotografię kulinarną. Rok temu założyłam bloga, w którego budowanie bardzo się zaangażowałam. Na początku skupiałam się wyłącznie na podróżach, ale mnie to zmęczyło. Wkrótce poznałam blogi lifestylowe i doszłam do wniosku, że ja też chcę pisać o wszystkim. Pisanie pozwala mi systematyzować wspomnienia i myśli.

olalaPodróżować mogę dalej, nawet na etacie. Jeśli nie mam na to pieniędzy, działam! Tworzę sytuacje, w których mogę trochę dorobić wykorzystując wyuczony zawód anglisty.

Jednak nie samą drogą człowiek żyje. Życie składa się z dobrych i złych niespodzianek.

Ostatnie lata nie były łatwe rodzinnie. Przebywając w Brnie, przegapiłam kilka ważnych niespodziewanych pożegnań, a patrząc wstecz na ostatni rok, widzę jeden wielki szpitalny korytarz. Cieszę się zatem, że mogę być blisko; że mogę często wracać do domu i po prostu być.

Wnioski przed trzydziestką: szklanka do połowy pełna!

sam_4298Warto wykorzystywać szanse i robić wszystko, by dotrzeć tam, gdzie sobie umyślimy, by się znaleźć – zarówno w życiu, jak i w podróży.

Warto zmieniać otoczenie, jeśli nie czujemy się z czymś dobrze. Warto wychodzić ze swojej bezpiecznej bańki i odważnie sięgać po to, co na nas czeka, ale nic na siłę.

Poznałam po drodze i w drodze wspaniałych ludzi, którzy zainspirowali mnie do zmian, jakie czynnie wprowadzałam w życie. Zawsze słuchałam intuicji i głosu serca, gdy się za coś zabierałam. Póki co, nigdy się nie zawiodłam i czekam na więcej!

Otworzyłam się. Z szarej mychy stałam się kulką energii, która raz na parę tygodni musi poleżeć przez tydzień pod kołdrą, z nikim nie rozmawiać i ładować swe introwertyczne baterie. Nie mam problemu z zagadywaniem obcych ludzi, bo nie miałam innego wyjścia jadąc gdzieś sama. Spotykając się z serdecznością, nabrałam odwagi.

Polubiłam siebie. Jeśli czuję się ze sobą źle, przypominam sobie o tym, że mam ładne ręce, łydki, szyję, włosy. Nie lubię się malować, bo czuję się, jak w masce. Nie potrzebuję się za czymś chować. No dobra, po prostu wolę dłużej pospać.

Nie potrafię przestać przejmować się tym, co myślą o mnie inni oraz tym, że ktoś czasem postępuje niewłaściwie. Chciałabym naprawić świat, ale się nie da. Przejmuję się niepotrzebnie tym, na co nie mam wpływu. Czas nad tym popracować.

Odwiedziłam prawie wszystkie kontynenty i spełniłam większość marzeń z podróżniczej bucket list (to kiedy lecimy na Antarktydę? ;-) ). Nie mam jednak aspiracji, by zaliczać i odhaczać na mapie kolejne kropki. To dzieje się naturalnie, bez spiny.

Lubię odwiedzać miejsca mniej uczęszczane, bo nie lubię tam, gdzie wszyscy. Nie zawsze się da – wczoraj na przykład kusiła mnie Papua Nowa-Gwinea, ale zrezygnowałam z zakupu taniego biletu, bo jednak, kurczę, mogą mnie tam zjeść.

„You only live once, but if you do it right, once is enough.” – Mae West

hyu

W obecnych czasach, gdy podróże są bardzo popularne i świat się skurczył, znaczenie słów podróżnik i odkrywca zostało zdeprecjonowane. Nie jestem następcą Ferdinanda Magellana i wiem, że nie ma już nieodkrytych lądów, na których stanę po raz pierwszy, ale mimo to czuję się odkrywcą: odkrywam po swojemu, dla siebie i siebie.

Cieszę się, że nie mam od czego uciekać i że mam dokąd wracać.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Related Post

About

Nazywam się Ola Kaliszan i obecnie stacjonuję we Wrocławiu. Staram się żyć pozytywnie i kreatywnie, zarażając tym innych. Co jakiś czas udaję się w samotną podróż, by wyciszyć się w nowej rzeczywistości. Blog Chasing Colors to koloroterapia: tęczowe miejsca i potrawy pojawiają się tu, by Was cieszyć i poprawiać nastrój – szczególnie w chwilach, gdy w sercu lub za oknem przeważają demotywujące szarości.

  • Szczerze się wzruszyłam, popłakałam. Kiedy czytam o Twoich przygodach, o tym, ile w życiu smaków wypróbowałaś, ile miejsc zobaczyłaś, myślę sobie, że musisz być magicznym człowiekiem. Niezwykle wrażliwym, to też widać w Twoich tekstach. Pracowitym, pełnym marzeń, twórczym. I oczywiście, że jesteś odkrywcą. Bardzo Cię podziwiam, jesteś dla mnie ogromnym autorytetem. Nie mogę się doczekać, aż opowiesz mi o wszystkim na żywo!

  • Piękny, wzruszający i bardzo prawdziwy tekst o Tobie samej. Jesteś wyjątkową kobietą, wrażliwą i wspaniałym odkrywcą podróżniczym, ale przede wszystkim odkrywcą swojej własnej drogi i to jest niezwykłe. Idź swoją dalszą drogą, tą którą Ci serce i intuicja podpowiada i bądź szczęśliwa :) Życzę Ci dalszego pięknego życia, pełnego dobrych chwil i radowania się nimi :) Bądź sobą i idź wciąż swoją drogą, która trwa :) Pozdrawiam Cię serdecznie :) Aneta

    • Anetko, dziękuję <3 Do zobaczenia we Wrocławiu lub w Hanoi :-)

      • Zycie i podroze

        Dziękuję i do zobaczenia :)

  • Czytałam z zapartym tchem. Wspaniały tekst, taki prawdziwy i jednocześnie pełen pozytywnego przesłania. Taki, który powoduje, że ma się wrażenie, że jesteś osobą z którą można ‚konie kraść’ ;) podziwiam za odwagę zarówno Ciebie jak i rodziców, że w tak młodym wieku wyjechałaś z domu. I szczerze zazdroszczę tego świata który już widziałaś, zwłaszcza, że mi również został rok do trzydziestki i bezustannie myślę o tym ile czasu straciłam bezsensu i ile czasu przeleciało nie wnosząc nic do mojego życia. Idź dalej z taką energią i zwyczajnie po prostu bądź szczęśliwa! :*

    • Maju, a Tobie życzę aktywnego spełniania marzeń! Dziękuję, że czytałaś, sądziłam, że nikt nie przeczyta, a tu masz! <3

  • Cudowna opowieść! <3 Czuję się po jej lekturze tak zmotywowana do próbowania, do odkrywania świata, odczuwania tego co w koło bardziej niż do tej pory. Bo mnie zdecydowanie zbyt często brakowało odwagi do tego, by rzucić wszystko w cholerę i zrobić coś dla siebie. Ale czytając takie wspomnienia czuję głęboko w sobie, że czas to zmienić i dać sobie szansę na tak wspaniałe emocje, przygody i wspomnienia oczywiście. Dziękuję, bo ten tekst uświadomił mi, że moje słowo przewodnie na ten rok, czyli próbuj to dobry wybór.

  • Świetny reportaż o sobie samej, naprawdę bardzo dobrze się czyta. Jak na introwertyka masz w sobie bardzo dużo odwagi, wielu rzeczy, których się podjęłaś na pewno bym nie zrobił. Twoja droga życiowa może stać się inspiracją dla wielu osób…

    • Dzięki Dawid, biorąc pod uwagę Twoje pisarskie doświadczenie i jakość, czuję się zaszczycona. :-) Pozdrawiam ciepło.

  • Niestety, muszę przyznać, że dawno jestem po trzydziestce, ale nie mam takiego wora wspomnień. Wszystkiego najlepszego na następną dekadę. :)

    • Aniu, pewnie wiek tu nie gra roli, ważne, by doceniać każdą chwilę i walczyć o marzenia. Pozdrawiam! Tobie również wszystkiego najlepszego!

  • Mikołaj Śliżyński

    Fajny tekst, fajne życie – dalej spełniaj swoje marzenia, a zawsze będziesz szczęśliwa i młoda :)

  • Tak trzymaj dalej. To co nas trzyma przy życiu to nasze pasje. Dzięki nim jesteśmy bogatsi, może nie zawsze materialnie, ale duchowo na pewno. Bez tego nasze życie byłoby takie jak innych, a tak każdy ma coś co go wyróżnia :-) Życzę Ci kolejnych 30 lat spędzonych tak jak chcesz, a nie tak jak musisz :-)

  • I moją młodość mi przypomniałaś tym wpisem – studia w Szwajcarii, praktyki w Austrii, znajomi z różnych krajów, ale wtedy, 15 lat temu, to był całkiem inny świat, przyjazny, normalny, bez uprzedzeń i bez strachu.

    • Kasiu, pewnie przeżywałyśmy „młodość” w podobnych czasach – cieszę się strasznie, że miałyśmy okazję zaznać bezinternetowych czasów, z kasetami, Telerankiem i w ogóle. ;-) cudowne lata dziewięćdziesiąte!

      • Oj,tak! Ja mam ogromny sentyment do wczesnych lat 90tych, kiedy wszystko było takie „normalne” i teraz uwielbiam oglądać filmy i seriale z tamtych czasów :)

        • Ja też ! Ostatnio miałam maraton starych filmów z Diane Keaton i Meg Ryan. I czasem zaglądam do starych seriali, dobrze, że są w necie. :)

  • Ten wpis daje siłę, żeby nie bać się nowych rzeczy i spełniania swoich marzeń <3

  • bardzo cieszy mnie czytanie takich wpisów jak ten tym bardziej że mogę się z nim identyfikowac w dużym stopniu. :) mieszkanie za granicą też mi mocno otworzyło oczy i rozbudzilo apetyt na podróże. i też wolę solo :) mam nadzieję że się w tym roku poznamy bo coś czasie że tematów by nam nie zabrakło. powodzenia że wszystkim!:)

  • Pięknie to napisałaś. Każdy ma swoją historię i swoje przełomy – Twój wpis uświadomił mi, jak bardzo ważne i u mnie był podróże, jak przełamywanie lęków stworzyło mnie taką, jaka jestem teraz.

    • No właśnie, fajnie być świadomym tego co i w jaki sposób powoduje w nas zmiany. Oby były dobre. :) Pozdrawiam Marysiu!

  • polegytravels

    Byłaś w tylu miejscach, że naprawdę można pozazdrościć świetnie wykorzystanego czasu :) Ja czasem żałuję, że nie miałam wcześniej odwagi żeby wyjeżdżać sama, jechać gdzieś na dłużej, to na pewno dobre doświadczenie. I zawsze jest super mieć miejsce do którego można wrócić :) Podróże są fajne a powroty jeszcze lepsze :)

  • Ola ciesze się, ze napisalas ten tekst. Mimo choroby córki,parszywego dnia i zmęczenia, zabunkrowalam się żeby przeczytać twoje przemyślenia. Naprawdę cie podziwiam. Podróżowanie solo, to coś ekstra, ale mnie przeraża. Ka muszę z mężem 😉 wtedy dopiero czuje się bezpieczną. U mnie 2 lata do 30stki ibtez dużo wyzwań. Również się wyzwolilam i lubię jak moja szklanka jest do polowy pełna. P.s wzriszylam się twoja historia.

  • Cudowna, niesamowicie inspirująca historia. O odwadze, o wychodzeniu poza swoją strefę komfortu. Jak się okazuje „nieracjonalne” decyzje potrafią okazać się nie tylko jak najbardziej racjonalnymi, ale i jednymi z tych lepszych decyzji w życiu. Fajnie, że udało Ci się pilnować swojej ścieżki i podejmować odważne decyzje. I dziękuję za ten wpis.

    • Ewa, bardzo dziękuję za lekturę tekstu i serdeczne słowa. Cieszę się, że coś z niego wyniosłaś dla siebie. Pozdrawiam ciepło! :-)

  • jak dobrze czytać wpis, z którego bije autentyczność i szczerość przekazu. Ostatnio też naszło mnie na podobne, życiowo-refleksyjne przemyślenia z okazji zbliżającego się ćwierćwiecza. Who am I i czy idę w dobrym kierunku?
    Często mam wrażenie, że bycie ziomkiem raczej introwertycznym przysparza większej liczby trosk i zmartwień, ale hej-lepiej być wrażliwym i dostrzegać w życiu więcej, nie? ;-)
    Respekt za tak wczesne, samotne podróżowanie! Zgadzam się, że nic tak nie rozwija jak poznawanie nowych miejsc, ludzi, punktów widzenia życia i świata…

  • Jeszcze ja, jeszcze ja! Juz ze spoilera wiedzialam, ze sie rozpiszesz i ze bedzie to bomba. Olka! Jeszcze bardziej licze na to, ze sie niedlugo poznamy. Jestes taka fajna babka, ze nie musisz sie trzymac podrozy jako tematu bloga, bo jestem pewna, ze jest wiele innych dziedzin, w ktorych masz cos do powiedzenia. Z reszta widac, ze nikogo nie udajesz. Ogolnie nie lubie slodzic wiec juz koncze i czekam na Twoj lifestyle:p

    • Przegapiłam Twój komentarz w czeluściach internetu, jak dobrze, że akurat przeczytałam go w demotywujący poniedziałek! Dziękuję po stokroć!

  • Ola! Ty przed 30-tką? Matko, ja myślałam że jesteś ode mnie młodsza z 5 lat :-) Zdecydowanie nie wyglądasz!
    Piękna opowieść, mam nadzieję że kiedyś załapię podobny dystans do Twojego, bo na razie średnio mi to wychodzi. Cały czas chodzę nabuzowana, ciągle chcę coś robić, więcej, mocniej, dalej, a gdy mi się nie udaje – padam jak niepodlewany kwiatek ;-) Zdecydowanie od urodzenia cierpię na jakąś emocjonalną nadpobudliwość, więc pocieszam się faktem, że jak już będę stara to może wyluzuję :-D

    PS. A we Wro mam przyjaciółkę którą w końcu musimy z Piotrkiem odwiedzić. Gdy będziemy się wybierać – wnioskuję o spotkanie przy kawie <3

    • Ohoho, dziękuję, wklepuję w siebie różne świństwa, żeby nie było zmarszczek. ;)
      A nabuzowanie myślę, że może być motywujące, bo chcesz ROBIĆ, więcej i mocniej i się nakręcasz do działania – i efekty widać w Waszych filmach i postach. U mnie co chwila są jakieś głupie twórcze blokady. ;)
      Dajcie znać koniecznie jak zawitacie we Wro! Kawa już się parzy! :) :)

  • Pingback: Ach, te studenckie czasy! Północna Toskania pociągiem w 4 dni [trasa + koszty] | Aleksandra Kaliszan()

  • „You only live once, but if you do it right, once is enough” stało się hasłem przewodnim mojego bloga i życia. Pięknie piszesz, ile inspiracji w jednym tekście.
    Myślę, że dobrze byśmy się zrozumiały. Szukam swojego szczęścia w świecie i nie potrafię długo usiedzieć na pupie. Nie boję się rzucić stabilnego życia i położyć wszystkiego na jedną kartę. A jak się nie uda? Cóż, zacznę od początku ;) Podziwiam Cię za tyle odważnych decyzji i odwagę w podbijaniu świata. A raczej odkrywania siebie samej w każdej podróży. Od kiedy zaczęłam podróżować, mam wrażenie, że wszystkie moje priorytety, cele życiowe i plany wywróciły się do góry nogami. Już nie chcę tego bezpiecznego życia w czterech ścianach. Chcę odkrywać, chcę się przemieszczać, chcę to wszystko zobaczyć. Chcę żyć.
    Twoje 10 lat było naprawdę intensywne. A jestem pewna, że jeszcze długo nie zwolnisz tempa. Oby kolejna dekada była tylko piękniejsza i pełna innych wartościowych wrażeń!

  • Ola… przeczytałam do końca. Piszesz pięknie, dojrzale, chwytasz za serce. Wyboista droga, ale to Twoja droga i wierzę, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Takie historie dają nadzieje, nadzieje na to, że każdy kiedyś odnajdzie siebie. Ja jeszcze tego nie zrobiłam, ale jestem na dobrej drodze! <3

    • Klaudia, bardzo dziękuję, że przeczytałaś i że jesteś tutaj!
      Mam nadzieję, że i Tobie się uda (co nie znaczy, że ja wciąż nie walczę!:) )

  • „Zakochałam się, nie raz. Zakochałam się w życiu.” to chyba najpiękniejsze zdania, jakie ostatnio przeczytałam. Wydrukuję sobie to ostatnie i powieszę nad lustrem, żeby nigdy o tym nie zapomnieć.
    Czytałam z wypiekami na twarzy, choć cześć tych opowieści przecież sama mi opowiadałaś. Jesteś przykładem na to, że wystarczy chcieć, żeby móc spełniać swoje marzenia. Chyba najbardziej podziwiam Cię, za tak wczesne wyprowadzenie się do innego kraju – nawet mi to nie przyszło do głowy w liceum. A ja dopiero przed 30 wybrałam się gdzieś w podróż całkiem sama (choć w sumie też mieszkałam na drugim końcu Europy podczas Erasmusa). Oby więcej takich podróży i liczę, że może w końcu kiedyś wybierzemy się gdzieś razem. :)

    • Olu, nigdy nie jest za późno, ważne, że w ogóle się odważyłaś! Całe życie przed Tobą! Dziękuję, że przeczytałaś i rozumiesz. Cieszę się, że wyniosłaś z tekstu i przeżyć coś dla siebie. Musimy coś zaplanować, choćby gdzieś blisko. :-)

  • Świetny tekst. Miesiąc po trzydziestce już wiem, że mogę pozazdrościć Ci dojrzałości i podejścia do życia. Z tym zbawianiem świata przybijam piątkę – też muszę nad tym popracować, bo przerośnięta empatia nie ułatwia życia ;)

  • Niesamowicie ciepły, szczery i bardzo optymistyczny tekst. Tak wiele przeżyłaś, wyszłaś z tego silniejsza, bogatsza w doświadczenia życiowe, które dla mnie cenniejsze są od tych teoretycznych. Cieszę się, że znalazłaś swoje miejsce i spełniasz się zawodowo – to na pewno daje niesamowitą motywację :)
    Przede mną czterdziestka, więc refleksje przychodzą i odchodzą – wiele zmian, potknięć, upadków, mnóstwo ludzi spotkanych „w drodze”, momentów pełnych łez i tych szczęśliwych…
    Życzę Ci, by kolejne lata były pełne Ciebie i spełnionych marzeń.

    • Kasiu, bardzo dziękuję za lekturę tekstu! Ciekawa jestem, co przyniosą kolejne lata. Ze wszystkiego można wynieść jakąś naukę i czerpać ile się da. Tobie również życzę wspaniałych przeżyć, oby jak najmniej potknięć. :-)

  • Świetny, szczery tekst! Ciekawie się twoje życie toczy… :)

  • Bardzo ciekawa historia! Życzę samych sukcesów i radości :)

  • Jaki piękny i motywujący wpis <3
    Powodzenia!

    • Dziękuję Kasiu, aż sama musiałam go ponownie przeczytać, by poprawić sobie beznadziejny dzień. ;) Pozdrawiam!

  • jestem u Ciebie pierwszy raz i bardzo fajnie mi się Ciebie czytało. daję lajka ;)
    ja najbardziej na świecie żałuję, że nie wyjechałam na Erasmusa, ale niestety, nie mogłam – na żadnym z dwóch kierunków, na których studiowałam. nie sądzę, aby udało się na zaocznej magisterce, na którą najprawdopodobniej pójdę w październiku.
    a to, że warto zmieniać otoczenie, jeśli obecne jest złe, to wiem najlepiej! ;) zgniłabym, jeśli bym jeszcze przez chwilę została w Lublinie. potrzeba mi było wyjazdu, usamodzielnienia się, odpoczynku od trzech lat maksymalnie niewygodnego życia. od tamtej pory doradzam wyjazdy każdemu, kto jest w podobnej sytuacji i ciągle się waha ;)

    • Witaj! Cieszę się, że spodobało Ci się moje miejsce w sieci. :-) Szkoda, że z Ersmusem się nie udało, ale świat stoi otworem i można zorganizować sobie dłuższe wyjazdy na inne sposoby. Słuchać serca to podstawa – dobrze, że zmieniłaś swoje otoczenie na lepsze. Choć Lublin mam w planach, widziałam na zdjęciach, że to bardzo ładne miasto. Wszystkiego dobrego!

      • bardzo ładne :) ale niestety bardzo kiepskie do życia, przynajmniej dla mnie.
        co do wymian – owszem, można, opcji jest mnóstwo: ja jednak pracuję zdalnie, zarabiam na siebie i niestety ciężko mi będzie tak z dnia na dzień rzucić pracę na kilka miesięcy, bo potem tak prosto tych kontaktów nie odbuduję. :( na szczęście mogę pracować i podróżować, więc mam małą rekompensatę :P

        • Świetnie, że pracujesz zdalnie i pozwala Ci to podróżować, do tego dążę w życiu hehe. :-) Oby jak najwięcej wspaniałych miejsc i wspomnień pojawiało się na Twojej drodze. :)