Chile Tęcza

Dzielnica Barrio Bellavista – tęczowe oblicze Santiago.

Wcinając na śniadanie pyszne, maślane awokado większe od mojej dłoni, wsłuchuję się w gwar budzącego się do życia Santiago i napawam się widokiem z trzynastego piętra na olbrzymi gmach Uniwersytetu Katolickiego oraz przepełnione zielenią Wzgórze św. Łucji.

Mimo, że stolica Chile liczy ponad pięć milionów mieszkańców, lokalizacja, w której się zatrzymałam pozwala mi uniknąć korzystania z transportu publicznego i do wszystkich interesujących miejsc mogę dotrzeć pieszo.

Muzykalne małżeństwo, María-José i Claudio, przyjęli mnie tak serdecznie, jakbym była odwiedzającą ich krewną, a nie obcym gościem korzystającym z ich pokoju dzięki Airbnb.

DSC00093.jak-zmniejszyc-fotke_pl

Pół godziny później znajduję się na moście przecinającym niezwykle zanieczyszczoną rzekę Mapocho (termin wywodzi się od przeinaczonej nazwy indiańskiego plemienia Mapuche), a w powietrzu unosi się zapach smażonego oleju.

– Empanadas! Empanaditas! – zaprasza sprzedawca zza mobilnego straganu z chrupiącymi przekąskami wypełnionymi mielonym mięsem.

W pobliżu dostrzegam kolejny most, który służy jako… teatr i centrum kultury.

DSC00046.jak-zmniejszyc-fotke_pl

Przed wydziałem prawa Universidad de Chile zaczepia mnie mężczyzna w średnim wieku: wita się, podaje rękę i z zainteresowaniem pyta co tu robię i skąd jestem. Serdeczna wymiana zdań łączy się z opowieścią o zbieraniu pieniędzy dla studentów, którzy od długiego strajkują walcząc o dostęp do bezpłatnej edukacji. Miesięczna opłata za studia to prawie €700, więc studiowanie nie jest możliwe dla wszystkich.

Mijam niewielkie demonstracje, które wieczorem zamienią się w tłumne i głośne pochody przez miasto.

DSC00073.jak-zmniejszyc-fotke_pl

Jest szaro i ponuro. Nad miastem unosi się smog.

Mijam chłopaka spryskującego ścianę czerwonym spray’em. Zatrzymuję się na chwilę, by przyjrzeć się, z jakim skupieniem powstaje kolejne dzieło przełamujące wszechobecną szarość Santiago.

DSC00225

Każdy krok naprzód zbliża mnie do pięknych kolonialnych zabudowań ozdobionych imponującymi muralami.

DSC00223

bellavista-streetart-4

– Hm… – wzdycham pod nosem – Ktokolwiek to tworzył, nie mógł być całkiem trzeźwy.

bellavista-streetart-8

Opustoszała Bellavista sennie powłóczy nogami z nadzieją na kubek bardzo tutaj popularnej, ohydnej rozpuszczalnej Nescafé. Byłam przekonana, że kawa uznawana jest za napój bogów w całej Ameryce Południowej. Nie w Chile.

DSC00211

Od południa ulice Bellavisty i kawiarniane krzesełka ustawione wzdłuż chodników stopniowo wypełniać się będą młodymi ludźmi popijającymi piwo lub wino i wcinającymi pyszne ceviche (surowa posiekana ryba z sokiem z limonki, cebulą i dodatkami).

To tutaj znajdziecie najlepsze restauracje w mieście, galerie sztuki i sklepy z pamiątkami. Warto zwrócić uwagę na biżuterię z lapis lazuli.

Wieczorem dzielnica pulsuje w rytm muzyki. Znajduje się tu najbardziej popularny imprezowy skwer w Santiago: Patio Bellavista.

Captura_de_pantalla_2016-01-18_a_la_s_13.27.13

P9205050

Dokoła zaczyna się robić coraz bardziej kolorowo. Poczułam motylki w brzuchu, bo tego właśnie oczekiwałam wybierając się na ten spacer!

bellavista1

DSC00219

DSC00222

Żałuję, że wokół nie ma nikogo, kto może zrobić mi tutaj zdjęcie! Następnym razem muszę przywieźć ze sobą kijek do selfie.

DSC00229

Każda kolejna barwna fasada przenosi mnie do innej bajkowej krainy.

DSC00213

 

bbbb

P9205130

P9205025

 

Po godzinie spokojnej włóczęgi tęczowymi uliczkami Barrio Bellavista, zatrzymuję się u podnóża San Cristóbal. Znajduje się tu La Chascona, jeden z domów Pablo Nerudy, chilijskiego poety, który zdobył Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury w 1971r.

O La Sebastiana, innym domu Nerudy, wspominałam w poście o Valparaíso.

Dziś w La Chascona, która znajduje się pod opieką fundacji imienia poety, mieści się muzeum ze sporą kolekcją obrazów należącą do Nerudy i jego pamiątkami z podróży. Wyobrażam sobie, że kiedyś podobnie będzie wyglądać moja jadalnia.

Wstęp: Ch$7,000

20NERUDAJP2-superJumbo

Naprzeciw wejścia dostrzegam wygrzewającego się w słonku psiaka. Bezdomne psy są tu niezwykle przyjazne, a ludzie dzielą się z nimi ubrankami, by było im ciepło w chłodniejszym sezonie.

DSC00070

DSC00215

Przysiadam na kawę i obserwuję przechodniów. Żałuję, że nie wzięłam notatnika; że nie mam ze sobą komputera, by móc opisać wrażenia na bieżąco.

Liczyłam, że mój spacer główną ulicą Pío Nono zwieńczony będzie wjazdem kolejką na Cerro San Cristóbal – wzgórze, z którego widać urzekającą panoramę Santiago i górujące nad miastem ośnieżone Andy. Będę musiała poczekać do jutra z nadzieją na deszcz, który spłucze gęstą, burą łunę.

DSC00230

Informacje praktyczne:

Metro: czerwona i zielona linia, stacja Baquedano.

Lokalizacja domu Pablo Nerudy: Fernando Márquez de La Plata 0192.

Lokalizacje niektórych murali: tutaj. Większość przy ulicy Bombero Núñez.

Lokalizacja Patio Bellavista: tutaj.

Tu zjesz pyszne ceviche: Azul Profundo, Calle Constitucion 111, Santiago.

Mój pokój (jednoosobowy) na Airbnb.


Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Related Post

About

Cześć! Jestem Ola i obecnie stacjonuję we Wrocławiu. Uwielbiam podróże w pojedynkę i dobre jedzenie. Staram się żyć pozytywnie i kreatywnie, zarażając tym innych. Tętniące kolorami miejsca i potrawy pojawiają się tu, by Was cieszyć i poprawiać nastrój – szczególnie w chwilach, gdy w sercu lub za oknem przeważają demotywujące szarości.

  • Ewelina Malina

    Widzę, że i tam graffiti tour jest konieczny, podobnie jak w Bogocie <3 ou yes ou yes!

  • Przepiękne miejsce i te graffiti wow :)
    Pozdrawiam :)

  • Kolory są przepiękne, masz rację, że większość malowano w stanie… Ale wiesz, wszyscy, których znałem i mieli naprawdę duży talent artystyczny, albo pili, albo ćpali, albo jedno i drugie. Chyba nie można być wielkim artystą bez wspomagania… Niestety, część już nie żyje, ale pozostawili po sobie naprawdę piękne prace…
    Mnie najbardziej urzekł ten psiak. Pewnie nie mnie jednego :-)

  • Kolory dodają żywotności. Oglądając te zdjęcia trochę mi smutno, że u nas jest tyle odrapanych budynków i kamienic, które mogłyby wyglądać pięknie i radośnie.
    Uwielbiam murale.

    • Murale są super i u nas też pewnie wygadałyby pięknie, gdyby przystroić nimi szarobure dzielnice czy osiedla. :)

  • Bardzo lubię klimaty Ameryki Południowej. To podejście ludzi – takie spokojne, bez żadnego pośpiechu, co ma być to będzie. Zupełnie inaczej niż w naszym rozpędzonym świecie…

  • Pieruńskie maszkety

    Osobiście nie przepadam za kolorowymi elewacjami budynków :) ale na Twoich zdjęciach wyglądają pięknie, oddają klimat miejsca, tak jakbym na chwilę przeniosła się na chwile do Chile |(nawet się zrymowało :/)

    • W niektórych miejscach kolorowe elewacje nawet pasują, ważne, aby nie psuły piękna architektury albo nie były aktem wandalizmu. ;) Cieszę się, że mogłam przenieść Cię na moment do Chile! :)

  • Chile w Twoim obiektywie przechodzi z szaro-burego na kolorowe i tętniące życiem miasto! Nic tak nie ożywia miasta jak porządny, tęczowy mural. Miło było przeczytać Twoją relację i choć na chwilę znaleźć się te tysiące kilometrów stąd.

  • Aga O.

    Feeria barw napawa optymizmem i powoduje uśmiech na twarzy. Mnie cała Ameryka Poludniowa kojarzy się z mnogością kolorów (być może się mylę… ;) ). Liczę na to, że zdołam zapakować męża, dziecię i wyruszyć w tamte strony, żeby się o tym przekonać :)

    • To prawda, Ameryka Południowa (Środkowa chyba też, tak przynajmniej kojarzy mi się np. Gwatemala i Meksyk) jest pełna kolorów. I te piękne ludowe stroje, np. w Peru! Mam nadzieję, że Wam się uda kiedyś tam wyruszyć. Służę pomocą jakby co! :)

  • Dla mnie bomba! Ja z kolei baaaardzo lubię takie miejsca, chętnie wymalowałabym w podobne murale pół Warszawy. Ludziom byłoby weselej :-)

    • Też bardzo lubię street art i kolorowe miejsca, więc pomogłabym Ci malować Warszawę i inne mniejsze czy większe polskie miasta, przydałoby się! Może poprawiłoby się wszystkim nastawienie. :-)

  • To nie tylko kolor, to też klimat i temperament i architektura. Mam nieodparte wrażenie, że podobnie kolorowe budynki w np Szczecinie, czy Suwałkach odebrane zostałyby, jako kicz. Streetart w dobrym wykonaniu jest genialny, w Polsce też jest sporo fajnych kolorowych miejsc, jednak jeszcze daleko nam do akceptacji większości z nich. Świetne zdjęcia!

    • Też tak myślę, architektura kolonialna jest niesamowita, a bywając w różnych miejscach, czuję się niesamowicie, bo każde z państw ma jakiś wspólny mianownik. Mam nadzieję, że w Polsce będzie przybywać tego dobrego street artu. :-) We Wrocławiu stworzono fajny dziedziniec cały w muralach, które tworzyli obok prawdziwych artystów, również mieszkańcy osiedla. Super sprawa.

  • Ale wspaniałe malowidła i kolory. Faktycznie można by tam wykonać wiele ciekawych sesji fotograficznych :) Przy takich tłach! Uwielbiam murale – potrafią naprawdę odmienić miasto nie do poznania.

    Chyba mogłabym mieszkać w takiej kolorowej dzielnicy, bardzo by mi to poprawiało humor :)

    • Tła do fotografowania były tam naprawdę świetne. :-) Ja też chętnie zamieszkałabym w podobnej dzielnicy, mam nadzieję, że i w Polsce będzie na to nadzieja. A jak nie, to wymaluję sobie sama! :D

  • Michael Thursso

    Chilijskie awokado :))) Ale mi narobiłaś smaku! Wstyd się przyznać, ale po trzech tygodniach w Chile, wróciłem cięższy prawie 7kg. Awokado jedzone na kilogramy, owoce morza (a jednak tuczą), cudowne burgery z Juan Maestro, ziemniaki na różne sposoby… Jak dla mnie cała Ameryka Południowa to kulinarny raj, przy którym Włochy czy Francja mogą się schować.

    • Oj tak, chilijskie awokado jest pycha i choć to z Lidla tez pochodzi z Chile, to już nie to samo. ;( A ichniejsze jedzenie – ojoj, gdybym była tam tak długo, to pewnie przytyłabym z dychę. :D No i słodkości z manjar, obłęd. :-)

  • Rewelacyjne te kolorowe kamieniczki! :)

  • Marina Furdyna

    A moze to jest tak, ze oni maluja te wszystkie kolorowe maziaje, aby troche podniesc sie na duchu? Nie jestem ekspertka od Ameryki Poludniowej, ale chyba jest tam troszke biednie (przyklad wlasnie te studia, o ktorych piszesz). Moze to taka odpowiedz na szare zycie. A moze jestem juz zbyt najerbana (popijam yerbe od rana) i dopisuje drugie dno:p
    No ale rzeka to rzeczywiscie fe.
    A co Ty robilas w ogole w Chile? Wakacje czy jakas praca?

    • Może i masz rację! Słyszałam też wersję, że zaczęło się od haseł politycznych, tak jak w Valparaiso, a potem przeszło w sztukę.
      Byłam rok temu w maju po drodze na Rapa Nui, :-) Zwiedziłam tylko Santiago, Valparaiso i okoliczne góry, ale chcę kiedyś wrócić dla Chiloe, Atacamy i Patagonii.

  • Uwielbiam czytać Twoje opisy/wspomnienia z podróży. Od razu czuję się jakbym tam była! Już chyba kiedyś to Ci pisałam :D Chętnie przeczytałabym książkę napisaną przez Ciebie! Dzielnica niezwykle barwna – uwielbiam takie miejskie niespodzianki.

    • Nawet nie wiesz, jak bardzo mi miło Werko! :-) Ja z kolei jestem wielką fanką Twojego rękodzieła! Pozdrawiam ciepło. :)

      • Mi również niezwykle miło ;) Pozdrawiam cieplutko ;)

  • zastanawiam się, jakbym się odnalazła w tej okolicy? z jednej strony super, z drugiej: momentami widzialam że jest jak w la boca w buenos aires i na samą myśl cierpnie mi skóra.

    ja wiem ze to trudno uznac za prawdziwy problem, ale mi też doskwieralo że w ameryce poludniowej nie moglam sie napic dobrej kawy. w miare ok była w buenos aires, kolejną w miare ok wypiłam w stanach – po dwóch miesiącach… ;) ale co ja poradzę, że ja lubię!

    • Bellavista jest spoko, ogólnie w Santiago czułam się najbezpieczniej ze wszystkich miast Ameryki Południowej, jakie odwiedziłam. Mam wrażenie, że mentalnie jest podobne do Polski i tylko architektura i kolor skóry mnie zmylił. ;) Może miałam szczęście, ale wybierając się dalej, do Valparaiso, hości (hostowie?) mówili, że jest ono pełne złodziejaszków (dworzec autobusowy), a w niektóre uliczki nie mogę się zapuszczać samej i faktycznie tam się czułam bardziej nieswojo. Ale było git.

      No i ta kawa, fuj. Chciałabym kiedyś odwiedzić jakąś plantację!

  • Te murale są fantastyczne! Uwielbiam je też uwieczniać na swoich zdjęciach, bo po prostu nie da się tak obojętnie obok nich przejść :) Magia!

  • Jakie cudne murale! Uwielbiam czytać twoje relacje i opowieści. Muszę się w końcu odważyć wyjechać dalej poza Europę :)

    • Bardzo mi miło. Polecam się odważyć, w razie czego wal jak w dym, pomogę przy organizacji jeśli będzie trzeba!

  • Te kolory są niesamowite! Marzy mi się robienie zdjęć w takim miejscu. :)

  • Wspaniały barwny krajobraz i to w mieście. Twoje relacje blogowe są dla mnie koloroterapią :)

  • Kolory są tak nienaturalne i tak urzekające zarazem. Zastanawiam się, czy to jakaś ich tradycja? Czy chcą sobie upiększyć życie?
    Oglądając te zdjęcia przypomniała mi się uliczka na Maderze, gdzie każde drzwi są właśnie wymalowane w różne scenki, kolory, obrazy. Bajkowo.