Europa Francja

Impresja sprzed lat: gwiaździsta noc nad Rodanem.

Mam siedemnaście lat. Trwa mój kilkumiesięczny pobyt w artystycznym liceum w Danii. Jesteśmy w drodze na tygodniową wycieczkę do Katalonii, gdzie odwiedzimy dom Salvadora Dali, przedstawimy pantomimę na ulicach Barcelony pomalowani na biało i trzymając się za ręce w 50 osób przejdziemy gęsiego w środku nocy wzdłuż klifu w Palafrugell na dziką plażę. Od dwudziestu godzin siedzę w autokarze. Właśnie mijamy Lyon leżący nad Rodanem. Wpis z pamiętnika pisanego w drodze: 29 września 2005r.

***

Nagłe szturchnięcie koleżanki siedzącej obok wyrywa mnie z niespokojnego snu. Ania kładzie poduszkę na moim lewym ramieniu, układając się na niej wygodnie, a ja, przyciśnięta do szyby autokaru w niezbyt komfortowej pozycji (ze spuchniętymi nogami przyklejonymi do sufitu w celu pobudzenia krążenia) staram się ponownie zasnąć…

Zrezygnowana, spoglądam w szybę pokrytą kroplami deszczu i… stan znużenia mija. Nie chciałabym zapomnieć tego widoku, bo te kilkanaście minut okazuje się wyjątkowym momentem dla moich oczu, które i tak doświadczyły wiele podczas tych paru miesięcy.

Pamiętam ten odruch sprzed chwili, gdy szarpnęło mną ciało, bo wnętrze łzami wzruszenia już dawno zaczęło opowiadać bezdźwięcznie o tym, co widzi.

Chciałam zerwać się na równe nogi, krzyknąć, zbudzić wszystkich: Spójrzcie, jak tu pięknie! Poczułam niemoc. Większość otaczających mnie osób, to obcokrajowcy, nie zrozumieliby przecież, a w takim stanie nie mogłam myśleć w obcym języku. Poza tym wszyscy spali, więc uznana byłabym zapewne za wariatkę.

Nie ma nic gorszego od tłumienia w sobie takich emocji.

Nie ma nic piękniejszego niż tafla wody nocą rozciągająca się przez wiele kilometrów, odbijając w sobie monstrualne kominy fabryk na przedmieściach miasta – w dzień szare, przytłaczające, oszpecające krajobraz, a w nocy niesamowite, o kształtach zarysowanych czernią; przerażają.

Wzdłuż szerokiego koryta rzeki widziałam gęsty sznur latarni tworzących na wodzie żółto-czerwone migoczące wzory, jak gdyby ktoś właśnie kończył malować ten obraz akwarelami. Imponujące mosty łączące część industrialną z brzegiem starego miasta, o małych i dużych, kolorowych budynkach malowanych na mrocznej tafli wody. Bardzo nie chciałam, by krajobraz ten zniknął z moich oczu.

Na przeciwległym brzegu widać było wielki budynek o klasycystycznych kształtach, a przed nim znajdowała się ogromna fontanna. I wysokie wzgórze, na którego szczycie stała piękna, oświetlona budowla. Trasa przejazdu długo nie odstępowała od rzeki. Przepływały tam barka i turystyczny statek, a ludzie spacerowali na promenadzie, mimo późnej nocy.

Moje źrenice osiągnęły wtedy stan największego powiększenia. Nie miałam ochoty spoglądać nigdzie indziej.

Po mojej prawej stronie rozciągała się barwna metropolia wraz ze skrzącym się jej odbiciem, a po lewej rozchodziła się ciemność, z której wydobywały się głębokie oddechy śpiących współtowarzyszy wycieczki. Śniłam na jawie.

Magiczny przejazd nad Rodanem ulicami Lyon trwał niecałe pół godziny, a każdy moment i obraz chciałam łapać dla siebie, na zawsze. Pan Van Gogh najwidoczniej odczuwał podobnie.


Gwiaździsta noc nad Rodanem, Vincent van Gogh, 1888.

About

Podróżuję w pojedynkę i tropię kolory w otoczeniu. Tęczowe miejsca i potrawy pojawiają się tu, by Was cieszyć i poprawiać nastrój – szczególnie w chwilach, gdy w sercu lub za oknem przeważają demotywujące szarości.