Chile Wyspa Wielkanocna

Magiczna niedziela na Wyspie Wielkanocnej + historia w pigułce.

wyspa wielkanocna

Siedzę na trawie po środku magicznej krainy, gdzie setki lat temu wykuwano tajemnicze posągi. Przede mną znajduje się przejrzyste jezioro, którego wodą posilali się niegdyś pracujący w kamieniołomie robotnicy tworzący rzeźby ważące po kilkadziesiąt ton. Na wzniesieniu po prawej stronie z ziemi wystają monumentalne głowy, których z roku na rok wiatr odkrywa coraz więcej. Wokół rozbrzmiewają świerszcze. Ich brzęczenie już zawsze kojarzyć będzie mi się pobytem na Wyspie Wielkanocnej.

– Społeczeństwo, które zamieszkiwało wsypę – opowiada Peter, mój gospodarz i przewodnik – podzielone było na dwie kasty: krótkouchych mających korzenie na wyspach Polinezji (ciemna karnacja, krępe ciała) oraz długouchych, którzy stanowili arystokrację (jasna cera, rude włosy upięte w kok, długie uszy). W okresie wizyt pierwszych odkrywców (1722-1774) stoczyła się między nimi wojna domowa. Mówi się, że w międzyczasie posągi obalono wskutek utraty wiary w to, że moc mana drzemiąca w posągach, która miała chronić mieszkańców przed złem, przestała działać. Nagle porzucono prace w kamieniołomie i zaczęto powalać moai.

– Peter, opowiadasz tyle ciekawych rzeczy, że nie zdołam wszystkiego zapamiętać! – mówię głośno, a w kraterze wulkanu Rano Raraku dudni echo przeplatane piskiem krążącego nad nami sokoła.

– Nie martw się – odpowiada mężczyzna – zapewniam cię, że gdy tylko spojrzysz na zdjęcie któregoś z miejsc, które odwiedziliśmy, przypomnisz sobie każde moje słowo.

Peter miał rację. Półtora roku później zamykam oczy i odtwarzam w myślach tamten dzień, minuta po minucie.

na wyspie wielkanocnej

Kilkusekundowy filmik z cykaniem świerszczy w tle.

Przeczytaj i posłuchaj:

Wyspa Wielkanocna: pierwszy spacer.

Wyspa Wielkanocna: lądowanie.

Rozmowa o pobycie na Wyspie Wielkanocnej w Radio RAM.

na wyspie wielkanocnej

15 maja 2016, godz. 9:00

Podekscytowana, wychodzę na taras i witam się z psiakiem właścicieli. Pakuję do plecaka termos z herbatą i kanapki, bo zaraz wraz z Peterem i sąsiadami z Kanady zaczniemy objazd po wyspie. Sąsiedzi nie są jednak nastawieni entuzjastycznie – niedawno wrócili z Islandii, która była „visually exhausting,” a tutaj nie widzą dla siebie nic interesującego. Mam ochotę przyłożyć im z liścia.

Wyjeżdżamy z miasteczka. Przed nami wyłania się jadący konno Rapanujczyk, który nie jest w stanie utrzymać się w siodle, a jego tułów kiwa się bezwładnie.

– Tak tutaj wraca się z imprezy! – oznajmia ze śmiechem Peter.

na wyspie wielkanocnej

Ahu Vinapu i podobieństwa do budowli Inków.

Zatrzymujemy się się na tyłach pasa startowego lotniska Mataveri. Fale rozbijające się o skaliste wybrzeże sięgają kilkunastu metrów, a na twarzy czuję kropelki lodowatej wody.

Jesteśmy obok niszczejącej przez erozję platformy, czyli ahu, z rozrzuconymi wokół moai. Posągi rozbite są na kawałki. W 1886 roku amerykańscy badacze przeprowadzili tu pierwsze wykopaliska, choć niestety niezbyt mądrze, bo… wysadzili platformę w powietrze przy pomocy dynamitu.

Platforma, na której miały kiedyś stać gigantyczne posągi skrojona jest z niezwykłą precyzją – wielkie, kilkutonowe bazaltowe głazy ułożone są jeden na drugim. To niesamowite, że ludzka siła bez użycia specjalistycznych maszyn mogła stworzyć coś takiego.

Wystająca z ziemi głowa platformy Vinapu różni się kształtem od reszty tutejszych posągów – nie ma długich uszu i posiada więcej cech ludzkich.

Thor Heyerdahl, norweski etnograf i podróżnik, był przekonany, że przodkowie mieszkańców przypłynęli z Ameryki Południowej na tratwach z drewna balsy. Zauważył, że sposób łączenia głazów Ahu Vinapu jest taki sam, jak w przypadku budowli Inków w Peru, szczególnie kompleksu Saksaywaman. Najnowsze badania wskazują jednak, że pierwsi byli Polinezyjczycy.

Co ciekawe, usytuowanie każdej z platform powiązane jest z fazami księżyca i układem gwiazd. Platforma Vinapu skierowana jest na wschód słońca podczas przesilenia zimowego. Przesilenie zimowe było ważnym dniem dla pogan, druidów i innych wyznawców Słońca.

Na tyłach platform znajdują się podesty, na których odbywały się ceremonie pogrzebowe – zwłoki zawinięte w liście bananowca suszono na wzniesieniach, a następnie zakopywano lub umieszczano w jaskiniach, których na wyspie jest mnóstwo. Niektóre udostępnione są zwiedzającym. Jaskinie służyły też jako kryjówki i mieszkania, między innymi podczas odwiedzin odkrywców.

Podczas, gdy przewodnik opowiada coś istotnego, ja skupiam się na maleńkiej jaszczurce wślizgującej się w szparę między kamieniami.

Zaledwie pół godziny drogi samochodem terenowym, którymi w większości poruszają się po wyspie mieszkańcy, zatrzymujemy się przy północnym krańcu Rapa Nui, przy zagajniku z tropikalnymi roślinami. Między nogami plączą nam się gdakające kury, których się tu nie spodziewałam. Niczym nie różnią się od tych, jakie mają moi sąsiedzi pod Kaliszem. Wokół ćwierkają też wróble i szumią liście palm.

Plaża Anakena, czyli tam, gdzie wszystko się zaczęło.

Legenda mówi, że wielki wódz Hotu Matu’a miał wylądować na plaży Anakena jako pierwszy i nazwać ją Te Pito O Te Henua, czyli Pępek świata. Jedna z teorii mówi, że mogło to być w latach 300-400 n.e., kiedy zasiedlono Hawaje. Naukowcy, który przeprowadzali datowanie radiowęglowe uważają, że było to w okresie 700-800 n.e. Inne badania wskazują na czas ok. 1200 r. n.e.

Prawdopodobnie pierwsi byli Polinezyjczycy, którzy przypłynęli z Markizów lub innych wysp Polinezji Francuskiej. Świadczą o tym cechy wyglądu postawnych, umięśnionych, śniadych Rapanujczyków oraz ślady istnienia bananów, bulwy taro, trzciny cukrowej, kur oraz szczurów polinezyjskich.

Przechodzę przez gaj ostrożnie, uważając, by na głowę nie spadł mi kokos. Siadamy przy drewnianym stoliku, by coś przekąsić. Częstuję współtowarzyszy polskimi batonikami.

Od dawna na wyspie nie ma drzew – przeżuwając Grześka opowiada nam Peter. – Palmy posadzone są niedawno i nawadniane są sztucznie. Pierwotnie na wyspie istniał endemiczny gatunek palmy, ale wyginął przez regularną wycinkę w celu transportowania posągów i budowania łodzi rybackich. Poza tym nasiona palm zjadane były przez szczury polinezyjskie. Między innymi to wycinka drzew i zarazy przenoszone przez odkrywców spowodowały, że mieszkańcy nie mieli już żadnego surowca, a społeczeństwo kurczyło się. Nastąpiła klęska żywiołowa. Wyginęły ptaki, ziemia przestała nadawać się do uprawy. Prowizoryczne szkice odkrywców wskazują, że zjadano nawet szczury, bo panował głód. Wkrótce doszło do kanibalizmu i walk. Porzucono tworzenie posągów, a zamiast tego nastąpiła era kultu Człowieka-Ptaka, którego podobizny do dziś można znaleźć w formie petroglifów czy pod postacią biżuterii.

Zawody o zaszczytny tytuł Człowieka-Ptaka odbywały się rokrocznie polegały na tym, że mieszkaniec wyspy musiał zejść po klifach, przepłynąć na małą wysepkę, znaleźć pierwsze złożone jaja i wrócić na ląd z nienaruszonym jajem, narażony na rekiny i niebezpieczne prądy. Zwycięzca przez rok otoczony był kultem przez mieszkańców.

Długo przyglądam się moai z Ahu Nau Nau, gdzie pierwotnie stało siedem posągów. Ich buzie mają wyraźne, ostre rysy, bo nie uległy erozji w tak dużym stopniu jak posągi z innych platform. Mają długie uszy i zabawnie wydatne usta. Cztery z nich mają na głowie fryzury, czyli pukao wykonane z czerwonej skały wulkanicznej. Ważące kilkanaście ton pukao prawdopodobnie symbolizują fryzury z dredów, jakie nosiło plemię czerwonowłosych długouchych.

Przeprowadzone tu badania archeologiczne wskazują, że oczy stawianych posągów wypełnione były białym koralem, a tęczówka oka była czerwona – wykonana z kamienia wulkanicznego. To w oczach posągów kryła się magiczna siła o nazwie mana, która miała przenosić je w różne zakątki wyspy.

Skierowane twarzami w kierunku lądu posągi miały symbolizować przodków lub wojowników strzegących wyspy. Jedyne moai wpatrujące się w ocean znajdują się na platformie Ahu Akivi – miały oznaczać siedmiu zwiadowców wysłanych wcześniej przez wodza.

Wraz z współtowarzyszami mamy trochę czasu, by zrobić sobie wzajemnie kilka cyfrowych pamiątek. Chodzenie po ogrodzeniu jest niedozwolone, więc idziemy dalej, jak tylko na horyzoncie pojawia się stróż Parku Narodowego.

na wyspie wielkanocnej

Krążymy wokół posągów rozglądając się dookoła. Na plaży znajduje się sporo mieszkańców pluskających się w lazurowej wodzie. Plaża Anakena jest jedną z dwóch piaszczystych plaż na Rapa Nui.

Paro – największy wzniesiony posąg na Rapa Nui.

Jest niedziela, więc obserwujemy, jak standardowo w ten dzień tygodnia liczne rodziny Rapanujczyków sadowią się na piknikach, grillują i łowią ryby wzdłuż skalistego wybrzeża. Kierujemy się na wschód.

W oddali dostrzegam obalony posąg, którego głowa odseparowana jest od tułowia i leży twarzą w dół. Paro, bo tak na imię owemu moai, ma ok. 10 metrów wysokości i waży blisko 70 ton. Był największym przetransportowanym z krateru i wzniesionym moai na wyspie (ok. 1620 r.) oraz ostatnim, który został zniszczony (w ok. 1840 r.).

Mimo wielu badań i przeprowadzanych testów transportowania ważących kilkadziesiąt ton posągów w odległe części wyspy, wciąż do końca nie wiadomo, w jaki sposób ich twórcy to robili – przecież nie znali koła. Być może przewożono je na pniach wycinanych drzew, stąd ich brak na wyspie i klęska żywiołowa. Jedna z legend mówi, że to mana przenosiła je nad ziemią.

Te Pito O Te Henua – magnetyczne kule.

Kilka kroków na lewo od Paro znajduje się kolejne owiane tajemnicą miejsce, w którym wiele osób medytuje. Te Pito O Te Henua („Pępek świata”) to formacja kamieni w kształcie kul ułożona jest tak, jak kompas i miała moc kierowania/przyciągania marynarzy i rybaków w kierunku lądu, by się nie gubili. Do niedawna można było dotykać kamieni, które ponoć kryją w sobie magiczną energię, ale zostały ogrodzone. Dotykanie jakiegokolwiek kamienia czy posągu w Parku Narodowym grozi sporą karą.

Petroglify Papa Vaka i Papa Mangai.

Jak przekonałam się poprzedniego dnia siadając na przypadkowym kamieniu, który okazał się być dziełem sztuki, na Wyspie Wielkanocnej znaleźć można niezliczoną ilość petroglifów z symbolami kultury przodków.

Peter przywozi nas do Papa Vaka (papa – skała, vaka – łódź canoe). To miejsce, gdzie wyryte w skałach rysunki są przeogromne, a ich motywem jest morze: łodzie canoe, żółwie i inne morskie kreatury. Jeden z nich, Papa Mangai, przedstawia sprzęt, którym prawdopodobnie tysiąc lat temu łowiono łososia.

Ahu Tongariki – rapanujskie love story przy największej platformie na wyspie.

Pewnego dnia kilka lat temu, na tyłach platformy Tongariki rozbiła się łódka młodego żeglarza ze Szwecji. Po jakimś czasie jego rozrzucone po plaży rzeczy dostrzegła znajdująca się tam przypadkiem piękna Rapanujka z wisiorkiem z kości rekina i kokiem z dredów. Zaczęła szukać rozbitków i w końcu trafiła na blondyna ratując mu życie. Witając mnie na lotnisku, Peter wskazał na parę roześmianych nowożeńców, którą witało całe miasteczko – to właśnie piękna Rapanujka i rozbitek ze Szwecji (on też w koku z dredów i wisiorkiem z kości rekina). Wracali z podróży poślubnej.

Ahu Tongarki jest platformą z 15 największymi moai, jakie udało się odrestaurować. Największy z nich waży 86 ton. Jeden z posągów został wsunięty w ląd przez falę tsunami w 1960 roku i leży plecami do dołu przed platformą. W jaki sposób ustawiano ciężkie posągi na platformach? Być może za pomocą lin, ale to też nie jest pewne. Było to bardzo trudne zadanie nawet dla współczesnych badaczy.

– Naszykujcie bilety – słyszę tekst Peter’a, a otworzywszy plecak czuję oblewające mnie ciarki na plecach i rumieńce na policzkach. Dociera do mnie, się, że swój bilet do Parku Narodowego zostawiłam w innej torbie. Bilet wstępu do Parku Narodowego Rapa Nui ($80) obejmującego połowę wyspy kupuje się w budce CONAF na lotnisku tuż po wyjściu z samolotu i trzeba mieć zawsze przy sobie. Jego brak grozi wysoką karą pieniężną. Peter na szczęście przekonał stróża parku, że dostarczy mój bilet następnego dnia.

Nie wyobrażam sobie nie mieć fotograficznych pamiątek z tego miejsca.

Po obejrzeniu ceremonialnej platformy pogrzebowej na tyłach Tongariki, ruszyliśmy dalej – tym razem do miejsca, w którym kilkaset lat temu odbijało się echo stukania setek bazaltowych dłut: krater wulkanu Rano Raraku.

Krater Rano Raraku – fabryka gigantów.

Z samochodu widzę wzniesienie pokryte wystającymi z trawy kamieniami. To miejsce, którego nie mogłam się doczekać, bo widziałam jego ujęcia na Instagramie i bardzo chciałam podejść do buzi moai i przyjrzeć jej się bliska.

To tutaj bazaltowymi dłutami wykuwano moai z tufu wulkanicznego.

Oszacowano, że wyrycie jednego moai musiało zająć cały rok. Nad jedną częścią ciała, na przykład nad nosem, mogło pracować jednocześnie kilkanaście osób. Najstarsze moai są najmniejsze. Z biegiem czasu artyści z Rapa Nui nabierali doświadczenia i tworzyli coraz większe posągi z większą ilością detali, takich jak pępek, palce, czy petroglify na plecach i brzuchu.

Czuję się, jak w jakieś krainie ze snów z idealnie niebieskim niebem, perfekcyjnie zieloną trawą, otoczona teletubisiami zastygniętymi w kamieniu.

Część posągów zakopana jest w ziemi – był to jeden z etapów prac nad nimi. Najpierw wykuwano kształt twarzy i tułowia. Następnie kopano głęboką dziurę i po odcięciu postaci od ściany krateru, wślizgiwano ją na plecach do wgłębienia, dzięki czemu artyści mogli dopracowywać szczegóły.

Po zakończonych wykopaliskach archeologicznych prowadzonych w latach pięćdziesiątych, Thor Heyerdahl ponownie zakopał moai, by uchronić je przed erozją.

Bardzo smuci mnie fakt, że nie mogę przytulić ani nawet dotknąć posągów, choć tak bardzo o tym marzę. Było to możliwe do 2008 roku, zanim pewien turysta z Finlandii odłamał ucho posągowi chcąc je ukraść. Został ukarany mandatem w wysokości $17,000 i zakazem wstępu na wyspę przez 3 lata.

Pan Wróbel, rodowity mieszkaniec Rapa Nui, postanawia pobawić się ze mną.

Prace nad gigantami trwały na Wyspie Wielkanocnej przez kilkaset lat, a przerwano je nagle – badacze zastali w kraterze porzucone narzędzia i niedokończone rzeźby tak, jakby ktoś je porzucił i odszedł lub uciekł.

Największy niedokończony moai nazwany został „El Gigante” i ma 21 metrów długości i waży ok. 160-182 ton, czyli tyle, co 2 załadowane samoloty Boeing 737!

W kraterze znajduje się też klękający posąg różniący się od pozostałych – ma więcej ludzkich cech i przypomina inkaskie rzeźby. Między innymi na podstawie jego wyglądu Thor Heyerdahl przyjął teorię o południowoamerykańskich korzeniach mieszkańców.

W oddali widać platformę Tongariki i fale niespokojnego Pacyfiku. Nie mogę przestać napawać się tym niesamowitym widokiem, którego nie można zobaczyć nigdzie indziej.

Nie słychać tu świerszczy, a jedynie echo naszych rozmów i szum wzburzonego oceanu. W dole rozrzucone są posągi, które nigdy nie trafiły do miejsca przeznaczenia. Co jakiś czas niemal nieruchomy krajobraz przerywany jest stadem galopujących dzikich koni.

Otaczająca mnie przestrzeń jest niezwykle magnetyzująca. Najchętniej wrosłabym w ziemię i pozostała tu na zawsze.

Wchodząc przez wąski, piaszczysty przesmyk do środka krateru Rano Raraku, obserwuję, jak powoli, niespodziewanie, wyłania się przede mną tafla jeziora otoczonego pomarańczową ziemią. Jest czas, by odpocząć i po prostu pobyć.

Magiczny zachód słońca oglądam już z tarasu, jedząc zupkę z proszku i wsłuchując się w świerszczową muzykę. Nie chcę, by ten dzień się skończył – już jutro koło południa mam udać się na lotnisko, które zabierze mnie na stały ląd.

Z samego rana do drzwi puka Peter i zachęca, bym nie marnowała czasu i wybrała się na dwugodzinny marsz do historycznej wioski Orongo i największego wulkanu na wyspie, Rano Kau, którego krater widziałam podczas lądowania.

Ja jednak wolę pozostać na tarasie i nacieszyć się niespiesznie tą wyjątkową chwilą z książką i filiżanką kawy z proszku. Z nadmiaru emocji, nie przeczytałam ani jednej strony.

Wiem, że jeszcze tu wrócę i zdążę zobaczyć Orongo.

***

Kluczowe kalendarium od przybycia odkrywców:

1722 Holenderski odkrywca Jacob Roggeveen stawia stopę na wsypie. Jest 5 kwietnia 1722 roku, Niedziela Wielkanocna, więc tak nazywa to miejsce. Zastaje przyjaźnie nastawione, dobrze prosperujące społeczeństwo – głównie mężczyzn, choć zapewne kobiety i dzieci ukrywały się. Notuje obecność wielkich, kamiennych posągów. Roggeveen szacuje, że liczba mieszkańców to 2000-3000 tysiące. Na wyspie nie ma drzew.

1770 – Wyspę odwiedzają hiszpańskie statki. Odtąd wyspa należy do korony hiszpańskiej. Żeglarze również zauważają posągi.

1774 – Zaledwie 4 lata później na Wyspę Wielkanocną przybija James Cook. Posągi są zdewastowane, mieszkańców ubyło, a ziemia nie jest uprawiana.

Sprzeczki z odkrywcami, choroby zakaźne (gruźlica, ospa, choroby weneryczne) roznoszone przez załogi statków oraz plaga szczurów, które przypływały z żeglarzami – te i więcej czynników przyczyniło się do kryzysu i wojny domowej między plemieniem krótkouchych i długouchych.

1862 – Piraci z Peru biorą w niewolę ok. 1500 Rapanujczyków i wywożą ich do pracy przy zbieraniu ptasiego guana. Po międzynarodowych protestach, na wyspę wraca zaledwie 15 schorowanych mieszkańców.

1864 – Na wyspę docierają misjonarze z Europy. Następuje chrystianizacja społeczeństwa. Odkryte zostaną drewniane tablice z pismem obrazkowym rongorongo, którego unikalnych znaków nie zdołano odczytać do dziś.

1868 – Na wyspie osiedla się Jean-Baptiste Dutrou-Bornier, francuski oficer artylerii, który przekształca ziemię w wielkie owcze pastwisko. Poślubia Rapanujkę Koreto, która zostaje królową. Oficer wykupuje wyspę i stopniowo wywozi mieszkańców do pracy, co prawie doprowadza społeczeństwo do wyginięcia. Wkrótce zostaje zamordowany.

1878 – Alexander Salmon Jr, brat królowej Tahiti, pomaga mieszkańcom podnieść się z upadku pozwalając kontynuować zwyczaje sprzed chrystianizacji.

1886 – Badacze z amerykańskiego statku wysadzają dynamitem platformę Ahu Vinapu.

1888 – Przyłączenie Wyspy Wielkanocnej do Chile. Większość wyspy należy do przedsiębiorstwa hodującego tam owce, a potem przechodzi w ręce marynarki chilijskiej

1914 – Przez ponad rok trwają badania archeologiczne prowadzone przez Katherine Routledge.

1955 – Badania archeologiczne przeprowadza ekspedycja Thor’a Heyerdahl’a z udziałem Williama Mulloy’a. Wykopują posągi z ziemi w kraterze Rano Raraku i pomagają zdobyć środki na odrestaurowanie wielu platform. William Mulloy odnawia potem m.in. kompleks Ahu Tahai, Ahu Akivi i wioskę Orongo, a jego prochy spoczywają przy Ahu Tahai.

1960 – Wyspę atakuje tsunami i uszkadza platformę Tongariki.

1966 – Mieszkańcy Rapa Nui otrzymują chilijskie obywatelstwo i powracają do dawnej kultury.

1996 – Park Narodowy Rapa Nui zostaje wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO nie tylko ze względu na posągi, ale całokształt kultury Rapa Nui.

2017 – Wyspa liczy ok. 2000 Rapanujczyków zajmujących się głównie turystyką, rybołówstwem, hodowlą zwierząt oraz ok. 3000 imigrantów z Chile i Europy zajmujących się turystyką. Rapanujczycy chcieliby walczyć o niepodległość od Chile, ale wiedzą, że to ryzykowne, bo dzięki przynależności, nie płacą podatku, a rząd dba o rozwój turystyki i zaopatrzenie sklepów.

Interesujące artykuły dot. historii wyspy:

National Geographic – Easter Island, 2012
NOVA – Pioneers of Easter Island, 2000
Live Science – Easter Island (Rapa Nui) & Moai Statues, 2012
History of Rapa Nui – From Genocide to Ecocide, The Rape of Rapa Nui

Jak doleciałam na Wyspę Wielkanocną?

Iberia Wrocław-Madryt-Santiago de Chile-Madryt-Wrocław ok. 3000 PLN.

LAN Santiago-Hanga Roa-Santiago okazyjnie 1000 PLN. Zwykle jest to ok. 1500-2000 PLN.

Gdzie się zatrzymałam?

Przypadkiem trafiłam na Instagramie na domki wynajmowane przez Szwajcara związanego z Rapanujką ($90 za dobę z obfitym śniadaniem), który dodatkowo za połowę ceny normalnej wycieczki obwiózł mnie po wyspie. Są tam też hotele, pokoje do wynajęcia oraz pola namiotowe. Nie można rozbijać namiotu w dowolnym miejscu.

Obowiązkowy bilet wstępu do Parku Narodowego

Bilet wstępu do Parku Narodowego Rapa Nui ($80) obejmującego połowę wyspy kupuje się w budce CONAF na lotnisku tuż po wyjściu z samolotu i trzeba mieć zawsze przy sobie.

 

 

 


Koniecznie dajcie znać, czy najdłuższy wpis w historii bloga przypadł Wam do gustu! Co sądzicie o burzliwej i chaotycznej historii tajemniczej wyspy?

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

POWIĄZANE WPISY