Izrael

Ludzie Jerozolimy – fotorelacja.

Opuściwszy mury Starego Miasta przez Bramę Lwów, wyrosła przede nami Góra Oliwna, od której dzieliło mnie i moich towarzyszy kilka kilometrów. Na skraju drogi prowadzącej w dół zauważyłam mały taras, z którego rozpościerał się widok na zielono-białe wzgórze.

– Jak masz na imię? – zza pleców dobiegł mnie dziewczęcy głos. Odwróciłam się i zobaczyłam nad sobą stojące za metalowym płotem trzy uradowane dziewczynki, a głowę jednej z nich okrywał biały hidżab.

– Aleksandra, and you? – niestety nie zapamiętałam skomplikowanych imion uroczych Arabek, które świetnie mówiły po angielsku. Były nas bardzo ciekawe, pytały skąd jesteśmy, jaka jest Polska, ile mam lat. Nigdy nie były na Górze Oliwnej, choć mieszkały bardzo blisko, w Dzielnicy Muzułmańskiej – największej i najliczniejszej z czterech dzielnic Starego Miasta. Zdążyłyśmy zrobić sobie wspólne zdjęcie, choć dziewczynka z okrytą głową uciekła zawstydzona do domu.

– You are beautiful Aleksandra – odparły chórem na pożegnanie, a mnie do końca dnia nie opuszczał uśmiech.

 

Charedim – Żydzi ultraortodoksyjni

Zmierzchało. Zamieniłam strój na skromniejszy. Zauważyłam, że kobiety w Jerozolimie często ubierają długie spódnice na legginsy, więc zrobiłam to samo. Nie chciałam wyróżniać się z tłumu, co i tak się nie udało. Skierowaliśmy się w wąskie uliczki dzielnicy Mea She’arim – magicznego, nieprzystępnego i przyprawiającego o ciarki miejsca, w którym czas zatrzymał się co najmniej sto lat temu.

ludzie jerozolimy

W Mea She’arim mieszkają chasydzi (hebr. pobożni) oraz wyznawcy judaizmu ultraortodoksyjnego zwani charedim. Wkraczając na ich teren usłyszałam znajomo brzmiące słowa przypominające język niemiecki – to jidysz powstały w X wieku w południowych Niemczech.

Na poboczach leżały stosiki śmieci i pozostałości po targowiskach. Na ulicach panowała ciemność, a jedynymi źródłami światła były skromne – ascetyczne wręcz – witryny sklepowe. Dzieci biegające samopas zasłaniały buzie na widok mojego telefonu, którym z ukrycia próbowałam uchwycić ich świat, by go nie zapomnieć. Charedim nie tolerują bowiem zachodniego społeczeństwa, który uważają za siedlisko zepsucia.

Mniej-więcej dziesięcioletnie dziewczynki prowadziły wózki z rodzeństwem i trzymały pod rękę kilkuletnie dzieci – charedim mają ogromny przyrost naturalny. Ortodoksyjne Żydówki na głowach miały peruki o nazwie szajtł. Zgodnie z prawem zapisanym w Talmudzie (jedna z podstawowych ksiąg judaizmu), żydowskie kobiety mają obowiązek nosić szajtł na ogoloną głowę od chwili zamążpójścia. Ich ciała mimo upału szczelnie okryte były grubymi rajstopami i swetrami. Zgodnie z ich wiarą, w ten sposób tworzy się mającą szczególne znaczenie sferę intymną pomiędzy mężczyzną a kobietą. Żydówki z Mea She’arim nie mogą prowadzić samochodów. Zajmują się głównie wychowaniem dzieci. Większość charedim żyje z pomocy społecznej. Poświęcają się studiowaniu pism żydowskich. Nie posiadają telewizorów i świeckich książek. Zwolnieni są z też z obowiązku służby wojskowej.

Mea She’arim jest miejscem mistycznym, w którym turysta traktowany jest jak powietrze i nieproszony gość.  Rozwieszone na murach plakaty miały mówić o tym, jak zły jest zachodni świat i Izraelski rząd. Konflikty między państwem a ultraortodoksyjnymi grupami religijnymi wciąż nasilają się.

Widok małych sklepików rzemieślniczych pozwolił mi  wyobrazić sobie, jak dawniej mógł wyglądać żydowski Kalisz i inne polskie miasta…

– Hello! – zza krat w oknie budynku wychylił się mały chłopiec. – Hello – odpowiedziałam. Mały uśmiechnął się, a my idąc dalej zgłębialiśmy dzielnicę z coraz większą ciekawością i lekkim niepokojem. Przed niewielką synagogą stary chasyd z długą, siwą brodą zapytał z uśmiechem, czy może w czymś pomóc. Bardzo żałuję, że podziękowałam i poszłam dalej zamiast wypytać go o miejsce, w którym mieszka…

ludzie jerozolimy

Opuszczając Mea She’arim zauważam lodziarnię, przed którą dwóch młodych chłopaków pali papierosy. Pomyślałam, że to miejsce zupełnie nie pasuje do ultrakonserwatywnej dzielnicy.
– Nasze babcie pochodzą z Polski. Polska jest super! – odparł młodzieniec z pejsami i chętnie wyszczerzył się do wspólnego zdjęcia.

 

Okolice targu Mahane Yehuda

Przez dwa dni mieszkaliśmy w jednej z wąskich uliczek w dzielnicy Nachlaot, która znana jest z największego skupiska synagog na świecie, bo mieści się ich tam aż 300.

Tuż obok znajduje się targ Mahane Yehuda nazywany przez lokalsów Machne lub The Shuk (arab. suk, souk – targowisko). Sprzedawcy zza kolorowych straganów wykrzykują zachęcające oferty towarów spożywczych. Można tu kupić najpyszniejszy hummus, oliwki, aromatyczne przyprawy, soczyste owoce, lokalne piwa i inne. Wieczorem targ zamienia się w rząd pubów, a fronty straganów to galeria graffiti. Przede wszystkim jednak można tu doświadczyć tętniącej życiem Jerozolimy i obserwować ludzi.

 

Elementy stroju Żyda

Zawsze fascynowała mnie żydowska kultura i niezwykłe stroje.

– Czy możesz powiedzieć czym są białe frędzelki, które noszą tu mężczyźni i chłopcy? I dlaczego właściwie Żydzi noszą pejsy? – zapytałam serdeczną żonę właściciela naszego mieszkania, która chętnie opowiedziała mi co oznaczają poszczególne elementy stroju Żyda.

– Każdy element stroju mężczyzny ma uzasadnienie w Torze. To najważniejszy tekst judaizmu. Mężczyźni zapuszczają włosy przy skroniach zgodnie z wersetem z Księgi Kapłańskiej (Kpł. 19:27): Nie będziesz obcinać w kółko włosów na głowie. Nie będziesz golił włosów po bokach brody. Frędzle, o które pytasz, to cicit – dołączone są do białej podkoszulki nakładanej przez głowę. Noszą ją mężczyźni i chłopcy, którzy ukończyli 13 lat i przeszli Bar Micwę (rytuał, podczas którego chłopiec żydowski staje się pełnoletni wobec prawa). Nakładając cicit należy odmówić błogosławieństwo. Długi, czarny płaszcz, który widzisz u mężczyzn na ulicach, to chałat. Niemal wszyscy mężczyźni noszą na głowie jarmułkę/kipę, której nazwa pochodzi od zwrotu szacunek wobec króla. Chasydzi noszą aksamitne jarmułki, a współcześni mieszkańcy Izraela – szydełkowe. W szabas i inne święta możesz zauważyć Chasydów noszących okazałą futrzaną czapkę – to sztrajmł.

Zatrzymaliśmy się na obiad w pobliskiej restauracji Hamotzi (drogo, ale przepysznie). Usiedliśmy na zewnątrz spragnieni ciepła i słońca, oparłam się o mur i wpatrywałam się w przechodniów. Ściana z naprzeciwka idealnie posłużyła za tło historii.

ludzie jerozolimy

 

Dachy Jerozolimy

Po raz pierwszy zobaczyłam je parę lat temu w programie Wojciecha Cejrowskiego. Przytłaczający zgiełk targowiska Starego Miasta sprawił, że jak najszybciej zapragnęłam odnaleźć TO miejsce. Labirynt wąskich uliczek wypełnionych straganami z biżuterią i dewocjonaliami sprawiły, że drabina prowadząca na górę, o której pisano w przewodnikach wydała się niemożliwa do odnalezienia. Widząc nasze zmieszanie, starsza kobieta zapytała dokąd zmierzamy i zaprowadziła nas kilkaset metrów dalej – na dach prowadziły metalowe schody. Należy ich szukać w miejscu, gdzie ulica św. Marka łączy się z ulicą Habad. Mieszkańcy Jerozolimy przychodzą tutaj zrelaksować się w porze lunchu.

Cisza, nareszcie.

Byliście w Jerozolimie? Jak odebraliście jej mieszkańców? Odwiedziliście Dachy i targ Yehuda? Mieliście okazję skosztować czegoś dobrego?