Europa Włochy

Lekko w Lecco, czyli uczta dla zmysłów nad jeziorem Como.

I nastał w końcu marzec, nadzieja na wiosnę. Tydzień po tygodniu zbliżał się termin krótkiego urlopu. Dokuczające od dawna zmęczenie wzięło górę i nawet nie rozważałam tego wyjazdu w kategorii podróż – nie sądziłam, że mogę odkryć coś nowego w poznanym już wcześniej kraju. Ot, zwykły weekend, gdy wreszcie można się wyspać i pójść na spacer, ale w nieco przyjemniejszych okolicznościach – bo nad jeziorem Como.

Ach, jakże się myliłam! Trawnik usiany stokrotkami, pączki kwiatów na gałęzi, drobne listki wierzby płaczącej, kwitnące jabłonie, niezapominajki, dziesiątki biegających po bluszczu jaszczurek, do których mówiłam na głos nie zwracając na siebie uwagi (chyba) – na każdym kroku zachwycałam się najdrobniejszym symptomem budzącej się w rozkwicie natury, która w ten sposób budziła do życia i mnie.

Bilet w nieznane to świetny prezent urodzinowy dla bliskich. Destynacja była niespodzianką trzymaną w tajemnicy przez trzy miesiące aż do przejścia przez kontrolę celną. Oj, niełatwo było utrzymać to w sekrecie, również ze względu na wspólnych znajomych, którzy znali moje plany, ale starałam się snuć wiele zbijających z tropu podpowiedzi.

Stąpając po śliskich od deszczu schodach prowadzących na pokład samolotu do Bergamo, wyobraziłam sobie to, co czeka mnie po drugiej stronie: upragniona dawka słońca, relaksujące widoki, obłędne smaki włoskiej kuchni, kieliszek wyśmienitego Aperol Spritz i dostępna na każdym kroku filiżanka pysznego cappuccino sączona powoli w uroczej kawiarence. Przede mną trzy wspaniałe dni dolce far niente!

Pierwszy wieczór na północy Włoch minął na kolacji z przemiłą Bułgarką poznaną w autobusie z lotniska. Poczułam, że kolejny dzień dobrze byłoby spędzić nad kojącym błękitem tafli wody. W godzinę po porannej kawie znalazłam się zatem nad jeziorem Como, a dokładniej: na peronie dworca w miejscowości Lecco, nad którym górowały poszarpane szczyty Dolomitów.

Lecco, to tętniące życiem miasteczko w regionie Lombardia, położone w południowo-wschodniej części jeziora Como, u stóp szczytów gór Grigna (2410 m) i Resegone (1875 m). Pociąg relacji Bergamo-Lecco to koszt €3,60, a podróż trwa 40 minut.

Powyżej jeden z dwóch głównych placów: Piazza XX Septembre. W restauracji po lewej stronie, tej z zielonymi krzesełkami, można zjeść pyszną pizzę (€8), zrelaksować się sącząc spritza (€5) i obserwować przechodniów.

Spacer z dworca nad brzeg jeziora zajął nie więcej niż 15 minut podążając za głosem intuicji – gdzieś spomiędzy budynków dało się zauważyć błękitną taflę wody oraz neogotycką dzwonnicę (96 m) przy Bazylice Świętego Mikołaja (Basilica di San Nicolò), którą pamiętałam ze zdjęć.

Ulice malowniczego Lecco o dziwo nie były przepełnione tłumem turystów, a spacerującymi niespiesznie włoskimi rodzinami zajadającymi gelato. Nie mogłam być gorsza, więc zamówiłam kokos i jogurt (€2,50).

Brzmienie języka włoskiego było niezwykle relaksujące, a barwne fasady budynków wprawiały w niemały zachwyt. Z ciekawością zaglądałam w okna z dodającymi uroku okiennicami, podziwiałam barwne zdobienia oraz ukwiecone balkony.

Bez planu, bez mapy, tak jak lubię.

Wkrótce zauważyłam barierkę promenady ciągnącej się wzdłuż brzegu jeziora, na której dumał gołąb. Nie mogłam nadziwić się imponującemu położeniu miasteczka i starałam wyobrazić sobie, jakby to było mieszkać w którejś z rezydencji znajdującej się na przeciwległym cyplu.

Spacerując w lewo wzdłuż promenady warto przekroczyć most, by z przeciwległego brzegu zobaczyć odbierającą mowę panoramę Lecco.

(Prawie tęczowy kajak!)

Można też przysiąść na ławeczce, zebrać na pamiątkę kilka gigantycznych szyszek i pobawić się z buszującymi po chodniku jaszczurkami w kto pierwszy mrugnie. Przegrałam.

Za wszelką cenę chciałam odnaleźć oznaki wiosny, po której w Polsce nie było jeszcze śladu. Cieszyłam się jak dziecko wystawiając głowę do słońca i łapiąc ciepłe podmuchy powietrza.

Po przeciwnej stronie promenady, kierując się w prawo od kulturalnego centrum miasteczka, znajdziemy przystań, w której cumują łódki i żaglówki oraz leniwie pływają łabędzie i kaczki.

Marzyłam, by wypić kawę w miejscu z widokiem na wodę, napawając się smakiem i atmosferą. Kilkaset metrów spaceru dalej zauważyłam niewielką budkę z lodziarnią, na której tyłach znajdowała się kameralna kawiarnia z plastikowymi krzesełkami. Ponadto zwisały nad nimi powiewające na wietrze gałęzie moich ulubionych drzew – wierzb płaczących. Doskonale!

Po kilku kawach i kilkudziesięciu stronach książki nadszedł czas powrotu na pociąg. Wędrówka na dworzec obfitowała we wprawiające w zachwyt uliczki z kolorowymi budynkami i górami w tle.


Zapewne wielu z Was też miało okazję poznać miasteczka leżące nad jeziorem Como. Macie już swoje ulubione?

Informacje praktyczne i miejsca warte zobaczenia w Lecco znajdziecie m.in. tutaj.

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

POWIĄZANE WPISY

About

Podróżuję w pojedynkę i tropię kolory w otoczeniu. Tęczowe miejsca i potrawy pojawiają się tu, by Was cieszyć i poprawiać nastrój – szczególnie w chwilach, gdy w sercu lub za oknem przeważają demotywujące szarości.