Chile

Chwile w Chile: spacer po wzgórzu Santa Lucía w Santiago.

Różnica czasu sprawia, że sen przychodzi o 19:00 i budzę się przed świtem. Spowite ciemnością Santiago wygląda niesamowicie. Kontury wieżowców przypominają domki z klocków. Wkrótce wschodzi słońce malując niebo ognistymi kolorami, a po prawej stronie dostrzegam wzgórze, na którym znajdę się już za moment: Santa Lucia.

Dzień wcześniej, pierwszego dnia pobytu w stolicy Chile, po przekroczeniu progu mieszkania na trzynastym piętrze od razu zdjęłam trampki wymieniając je na japonki, by nie zabrudzić podłóg. María i Claudio spojrzeli na mnie ze zdumieniem – w domu chodzą bowiem w butach, które, jak się potem okazuje, w Chile nosi się od rana do wieczora i zdejmuje dopiero przed pójściem spać. Gospodarze stwierdzili, że muszę mieć manię czystości.

Pierwszy dzień w Ameryce Południowej minął na oswajaniu się z nowym miejscem, napawaniu widokiem z mojego przytulnego pokoju oraz na niekończących się rozmowach przy butelce Casillero del Diablo (dostępne w Biedrze!) z przemiłymi właścicielami mieszkania, m.in. o wizycie Jana Pawła II w osiemdziesiątym siódmym i nieszczelnych oknach nadających się do wymiany. Nigdzie przecież mi się nie spieszy. Chcę kosztować miasta kawałek po kawałku.

Tymczasem dziś od Cerro Santa Lucia, mojego najbliższego celu, dzieli mnie zaledwie dwadzieścia minut spaceru wzdłuż ciągnącego się na kilkaset metrów gmachu Uniwersytetu Katolickiego. Dookoła wyrastają szarobure, wielopiętrowe budynki, a przed nimi smukłe palmy. Niebo zasnute jest smogiem, więc miasto nie wydaje mi się szczególnie urokliwe. W małej piekarni kupuję chrupiącą empanadę z wołowiną (Empanada de Pino), której smak natychmiast poprawia mi nastrój. Po mojej prawej stronie rozpościera się widok na obfitujące w bujną zieleń wzniesienie z żółto-białymi budynkami i imponujące schody. Jestem.

Cerro Santa Lucia

Zanim w Chile nastały czasy kolonizacji, niepozorne wzniesienie nosiło nazwę Huelén. 13 grudnia 1541r. w dzień Św. Łucji, podczas uroczystej ceremonii odbywającej się na wzgórzu, hiszpański konkwistador Pedro de Valdivia ogłosił nową nazwę miasta: Santiago. Od tamtej pory na wzniesienie mówiło się Santa Lucia. Stanowiło ono punkt obserwacyjny dla podbijających Chile konkwistadorów.

Cerro, czyli wzgórze, ma wysokość 629 metrów i jest pozostałością po wulkanie mającym… 15 milionów lat! Przechodziło liczne metamorfozy i rozbudowy. Było świadkiem wielu wydarzeń historycznych. Na początku XIX wieku zbudowano tam dwa niewielkie zamki. Jeden z nich, Castillo Hidalgo, miał fukcję obronną. Drugi po przeciwnej stronie wzgórza pełnił rolę cmentarza dla dysydentów – m.in. tych, którzy nie przestrzegali religii katolickiej.

W 1872r. przeprowadzono spore zmiany w wyglądzie całego miasta, które wpłynęły na strukturę wzgórza: na jego szczycie wybudowano kaplicę i poprowadzono do niej drogę. Powstał tam park miejski z licznymi fontannami i punktami widokowymi. Żółto-białe budowle również pochodzą z okresu wielkiej przebudowy.

Podążając w górę krętą ulicą na przemian z uroczymi schodkami z cegieł i parkowymi alejkami, obserwuję imponujące, rozłożyste korony palm i rośliny, z którymi spotykam się po raz pierwszy.

Po chwili zapominam, że znajduję się w centrum miasta. Choć spomiędzy drzew dostrzegam apartamentowce, przeszklone drapacze chmur i wielopasmowe ulice, bujna roślinność przenosi mnie w zupełnie inny świat wolny od zgiełku.

Jest wczesny ranek, więc droga jest pusta i nie ma tu prawie nikogo prócz przycinających rośliny mężczyzn. Zza krzaków wyłania się gmach Uniwersytetu Katolickiego, który mijałam pół godziny wcześniej.

Idę coraz wyżej i wyżej, zatrzymując się co chwilę, by wsłuchać się w śpiew ptaków i podziwiać otoczenie. Jest połowa maja, a w Chile właśnie nadchodzi jesień. Jak tu pięknie!

Parkowy szlak prowadzi wzdłuż i wszerz wzgórza: można udać się na górę dowolnymi schodkami prowadzącymi na punkty obserwacyjne, by odsapnąć lub coś przekąsić delektując się niezwykłym widokiem. Na jednym z tarasów natykam się na mały sklepik w budce i kupuję coś, co na migi proponuje mi bezzębny sprzedawca. Jest to bardzo słodki napój o smaku przypominającym truskawkę.

Na tarasie trafiam na nieczynną fontannę otoczoną przez ławki wyłożone pięknymi ceramicznymi kafelkami.

Taras oferuje widok na spektakularną panoramę Santiago. Nie jestem w stanie nacieszyć oczu i spaceruję wzdłuż betonowego ogrodzenia wzdychając z zachwytu.

Wpadam w jeszcze większe zdumienie po tym, jak postanawiam wspiąć się po labiryncie bardzo stromych kamiennych schodków na najwyższy punkt. Wejście jest fascynujące i sprawia, że czuję się, jak w tajemniczym ogrodzie. Wokół mnie rozpościerają się liście tropikalnych roślin, kaktusy oraz dobrze znane pelargonie – dużo większe od tych, które moja mama hoduje na balkonie.

Niestety przez smog nie jest mi tym razem dane zobaczyć, jak Andy górują nad miastem, ale ponieważ Santa Lucia staje się moim ulubionym punktem widokowym w Santiago, udaje mi się zobaczyć majestatyczne pasmo podczas kolejnej wizyty, po nocnej ulewie.


Informacje praktyczne:

Godziny otwarcia: 9:00-20:00.

W każdą niedzielę o godz. 10:00 odbywają się bezpłatne wycieczki po wzgórzu z anglojęzycznym przewodnikiem.

Przystanek metra: Santa Lucía.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

POWIĄZANE WPISY